Miniony rok był dla handlu na pewno wyzwaniem, niemniej nie spowodował spektakularnych zmian, przynajmniej w obszarze handlu FMCG. Bardzo dobry wynik odnotowała Biedronka, kryzys nie zahamował rozwoju innych formatów. Media branżowe pełne były doniesień o nowych otwarciach sklepów i ekspansji supermarketów (tu warto wyróżnić Polomarket) , ale także sklepów convenience (Żabka ma zamiar otwierać 200 sklepów rocznie), a nawet delikatesów. Nota bene nową sieć delikatesową Freshmarket rozwija właściciel Żabki, fundusz Penta Investments . Najmniej nowych otwarć dotyczy hipermarketów, co wynika jednak bardziej z nasycenia rynku niż ze słabej koniunktury.
Najciekawszym zjawiskiem w czasie kryzysu są właśnie sklepy delikatesowe. Widać wyraźnie, że grupa konsumentów poszukujących bardzo dobrej oferty i mało wrażliwych na cenę nie skurczyła się w Polsce, choć może konsumpcja nie jest tak ostentacyjna jak jeszcze niedawno. Ogólnie dobre wyniki sieci delikatesowych świadczą najdobitniej o tym, że kryzys w Polsce nie ma głębokiego charakteru.
Grupa Bomi po pierwszym półrocze 2009 roku zanotowała 11,5-proc. wzrost zysku w stosunku do ubiegłego roku (do 23,1 mln zł). Nie udały się niestety rozmowy o połączeniu ze spółką Bać-Pol, które dałoby szansę na zdobycie rynku w południowej Polsce. Z kolei obroty sieci Piotr i Paweł, w porównaniu z 2008 rokiem, wzrosły w pierwszej połowie roku o ok. 25 proc. Sieć otwiera nowe placówki w szybkim tempie; w tym roku powstało ich kilkanaście i planowane są dalsze.
W obu przypadkach źródłem sukcesu jest przemyślana oferta sklepu i format dopasowany do oczekiwań klientów. Obie sieci nieustannie wprowadzają zmiany, ale przede wszystkim dbają o jakość produktów. Pozyskały sobie sporą grupę bardzo lojalnych klientów.
Jedyną siecią, o której kłopotach wiadomo powszechnie jest Alma Market. Już w IV kwartale 2008 r. sieć miała spore straty. Także całe pierwsze półrocze 2009 zostało zakończone na minusie przekraczającym 18 mln zł, co zmusiło firmę do cięcia wydatków. Wydaje się, że problemy finansowe Almy mają dwa źródła: pierwsze z nich to zaangażowanie spółki w grupę Vistula & Wólczanka w 2008 , niezwiązane z sytuacją gospodarczą lecz niewątpliwie dokonane w niefortunnym momencie; drugie zaś to niespójność wyrafinowanej marki sklepu z faktyczną realizacją, która na poziomie sklepu często odstawała od oczekiwań konsumentów. Ponadto, oferta Almy została nieco „przedobrzona” – nawet wyrafinowani konsumenci nie są gotowi płacić bardzo wygórowanych cen za specjalnie sprowadzane towary, a takie można w Almie napotkać tuż obok zwyczajnych produktów. Wydaje się, że w wielu aspektach asortyment Almy jest wynikiem bardziej przypadku niż przemyślanej koncepcji. Brakuje profesjonalnego zarządzania kategoriami produktów - Alma prowadzi niemal dwukrotnie więcej pozycji asortymentowych niż Bomi czy Piotr i Paweł, a to kosztuje; nie wydaje się też, by wszystkie propozycje w ofercie sklepu były niezbędne. Na pewno zabrakło też inwestycji w szkolenie personelu, co w takim sklepie jest absolutnie kluczowe. Ekspedientki muszą orientować się w gatunkach serów, win, oliwy czy makaronu; w dziale mięsnym musi być możliwość przygotowania wybranego kawałka mięsa tak, jak życzy sobie klient. Cóż po szerokiej ofercie, jeśli ekspedientka nie odróżnia gruyere od raclette, albo nie umie pokroić wołowiny na befsztyki? Wiele zastrzeżeń można mieć również do działu warzywno-owocowego.
Od początku istnienia sieci widać, że Alma to śmiała wizja marki i niezwykle udany szyld, unikatowy w naszym handlowym krajobrazie. Równie ciekawa jest koncepcja marki własnej pod nazwą Krakowski Kredens. Jednocześnie brak elastyczności w dopasowaniu szczegółów oferty do potrzeb klientów i brak wyszkolonej kadry zaowocował słabymi wynikami. W końcu to konsument głosuje za pomocą swojego portfela.
Nasza strona: www.inquiry.com.pl



