Konsument po kryzysie
 Oceń wpis
   

Minęły już ponad dwa lata, odkąd kryzys zatrząsł światową gospodarką. Dziś można już spróbować ocenić, jak globalne wydarzenia wpłynęły na polskiego konsumenta.

Patrząc na dane makroekonomiczne możemy powiedzieć, że kryzys nie był silnie odczuwalny w polskiej gospodarce, choć oczywiście kontrast do lat silnego wzrostu (choćby 2006-2007) był wyraźny. Z drugiej strony, sytuacja przedstawiała się różnie w różnych branżach, i w wielu firmach pracownicy mieli powody co najmniej do niepokoju. Z trzeciej zaś strony, przez ponad dwa lata media nieustannie epatowały kolejnymi doniesieniami o wstrząsach na rynkach finansowych. Jednym słowem, były powody do obaw.

Jak na to zareagował polski konsument? Ano, jak to statystyczny konsument: różnie. rzede wszystkim, nie sposób przecenić znaczenie polityki kredytowej banków, jeśli chodzi o ich wpływ na silę nabywczą – Polacy wiele dóbr trwałych kupują na kredyt. Bieżące dochody przeznaczają na podstawową konsumpcję (no i na spłatę zaciągniętych kredytów). Utrudniony dostęp zarówno do kredytów hipotecznych, jak i konsumpcyjnych spowodował nagłe zmniejszenie kwot, jakimi Kowalski albo Nowak rozporządzał na co dzień. Szczególnie silny wpływ miało to na rynku dóbr trwałych, od AGD o

Nie bez znaczenia pozostaje także ogólna atmosfera. Gdy codziennie jesteśmy atakowani hiobowymi wieściami, trudno pozostać optymistą. Wiele osób zaczęło się zastanawiać nad swoimi wydatkami, porównywać dokładnej ceny, sprawdzać informacje - także w internecie.
Gdy rok temu centra handlowe świeciły pustkami, klienci kłębili się tłumnie w outletach i dyskontach odzieżowych. Wzrosła wrażliwość na obniżki cen i wszelkiego rodzaju promocje. Duże wzrosty odnotowały dyskonty spożywcze, takie jak Biedronka. Nie wystarczą jednak niskie ceny - zwróćmy uwagę na zmianę kampanii sieci Lidl. Już nie ma hasła "Lidl jest tani"!

Na dodatek, nawet kupując taniej, klient nie stosuje taryfy ulgowej. Wręcz przeciwnie – oczekuje pełnowartościowego produktu i dobrej obsługi. Kryzys mija, pora zatem przyjrzeć się konsumentom ponownie. Ich świat wartości już nie jest taki sam. Dla wielu firm to nowa szansa.
 

Komentarze (4)
Złote runo badań marketingowych
 Oceń wpis
   

 Badanie na próba reprezentatywnej  to termin, który często pojawia się w zapytaniach ofertowych. Problem w tym, że… próba reprezentatywna nie istnieje! 

Pomijam tu przypadki, gdy wymaganie reprezentatywności dotyczy fokusów, choć takie zapytania też się zdarzają. Spróbujmy przyjrzeć się temu, jak realizacja badań wygląda w praktyce.

  •  Badania  realizowane w domach - ankieter chodzi od drzwi do drzwi i szuka respondenta

Tymczasem nie każdy jest w domu. Ankieter mie wejdzie do osiedli zamkniętych, często nie sforsuje domofonu. Nie każdy otworzy mu drzwi, nie każdy zgodzi się na wywiad

  • Badania telefoniczne – system komputerowy losowo wybiera numery telefonów

Znów, nie każdy jest w domu, nie każdy podniesie słuchawkę. Nie każdy zgodzi się na wywiad. Liczba odmów, ze względu na nasilenie działań ze strony firm telemarketingowych, jest bardzo duża. Wiele osób przerywa wywiad, jeśli jest dłuższy niż 10 minut.

Na dodatek, nie każdy ma telefon stacjonarny (w tej chwili mniej niż połowa gospodarstw domowych ma stacjonarną linię!). Wyważona próba musi zatem uwzględniać numery komórkowe. Jednak gdy dzwonimy na komórkę, ludzie niechętnie odbierają telefony z nieznanego numeru, a na dodatek jeszcze częśćiej odmawiają wywiadu.  

  •  Badania uliczne – wywiady realizowane z przechodniami

Nie każdy bywa w miejscu, w którym realizowane są wywiady. Nie każdy zgodzi się na wywiad. Wiele osób się spieszy. Mimo wszystko, badania uliczne dają wyjątkowo dobre  próby, szczególnie gdy badanie dotyczy konkretnego miasta.

  • Badania online, np. panele internetowe 

 Nie każdy korzysta z internetu. I daleko nie każdy zapisuje się do paneli  badawczych. Wiele osób nie odpowiada na zaproszenia do badań, ankiety są często przerywane. Są też inne problemy, np. mechaniczne wypełnianie ankiet. 

Próba reprezentatywna to pojęcie pochodzące z rozważań matematycznych o prawdopodobieństwie - monetach, kostkach do gry itp. Teoria zakłada, że każdy element może być wylosowany do próby z jednakowym prawdopodobieństwem.  W przeciwieństwie do kostek i monet, ludzie mogą jednak odmówić udziału w badaniu.  Na dodatek prawdopodobieństwo odmowy jest bardzo różne u różnych osób.

Nie ma więc badań na próbach reprezentatywnych. Nawet Spis Powszechny organizowany przez GUS nie obejmuje niektórych grup. W praktyce stosuje się próby kwotowe lub losowo-kwotowe, albo próby celowe (np. użytkownicy danej marki). Sęk w tym, że sposób doboru  próby może mieć niebagatelne znaczenie dla kosztów badania. Zawsze konsultuj z agencją, jakie podejście rekomendowane jest w Twoim przypadku!

Komentarze (2)
Czy marka własna sieci sklepów to w ogóle marka?
 Oceń wpis
   

W grupie Reklama, Marketing, Marka na www.goldenline.pl pojawiła się ciekawa dyskusja o markach własnych, która zainspirowała mnie do rozwinięcia tematu.

Według marketingowych definicji marka własna jak najbardziej jest marką, co najmniej od momentu, gdy produkty  pojawią się na półkach w sklepie. Ich jakość, cena, wizerunek, reklama, a nawet samodzielność tej marki nie mają znaczenia (na przykład, marka herbaty Tesco nie istnieje w oderwaniu od sklepu Tesco). Ważne jest to, że jakaś grupa produktów jest wspólnie identyfikowana zarówno przez odrębną nazwę, jak i znak graficzny. Zatem mimo pejoratywnego wydźwięku tego terminu (szczególnie w języku angielskim – private label), nie ma podstaw do stwierdzenia, że marki własne nie są pełnoprawnymi markami.

Zgaduję, że autorce pytania chodziło bardziej o to, czy marki własne mogą konkurować z innymi markami czymś innym niż tylko ceną. No bo faktycznie,  co to za marka, jeśli jej zadaniem jest komunikowanie niskiej ceny? Rozpadają się tu standardowe modele wartości marki (Brand Equity), których podstawowym składnikiem jest możliwość zgarnięcia premii cenowej. Tymczasem wiele marek własnych komunikuje tanie zakupy.

Są jednak marki własne (np. Krakowski Kredens), które pokazują, że  mogą one być dla konsumentów atrakcyjną propozycją nie tylko ze względu na niską cenę. W momencie, gdy produkty marki własnej zaczynają być sprzedawane w cenie wyższej niż najtańszy produkt w kategorii, pojawia się wartość dodana. W wielu sieciach  znajdziemy takie przykłady.

Trzeba też pamiętać,że  marki własne to świetny biznes. Dla sklepu, bo może kupować towary po cenach znacznie niższych od produktów „markowych”. Dla producenta, bo ma długoterminowy kontrakt i nie musi się martwić o wykorzystanie mocy produkcyjnych; sprzedaż jest zapewniona bez dużych wydatków marketing. Wiele polskich firm bez marek własnych po prostu by już nie istniało. Dla konsumenta to też dobrze, bo ma wybór.Komu jakość marek własnych nie odpowiada - zawsze może kupić co innego.

Uważam, że marki własne to pozytywne zjawisko (choć zdaje się mój pogląd jest odosobniony). Sieci sklepów inwestują w stworzenie atrakcyjnej marki własnej  niebagatelne kwoty. Zaś z punktu widzenia konsumenta, jakie znaczenie ma to, kto jest właścicielem znaku towarowego?

Więcej o nas: www.inquiry.com.pl

Komentarze (1)
Innowacyjne produkty: szansa na wzrost czy kosztowna pułapka
 Oceń wpis
   

Od pewnego czasu obserwujemy ciekawe zjawisko - naraz wszystkie firmy chcą być innowacyjne. Najlepiej tak innowacyjne, jak Google czy Apple. Tak jakby prawo "wyróżniaj się lub zgiń" przestało działać!  

Tymczasem wprowadzanie wciąż nowych innowacji może mieć sens w przypadku producenta elektroniki , ale jeśli mówimy o krzesłach, to nadal najlepiej sprzedają się te z 4 nogami... I choć konsumenci często przywiązują się do ulubionych produktów, chyba tylko firma Ziaja ma odwagę publicznie głosić, że jej krem oliwkowy jest TAKI SAM od 20 lat. Oczywiście, zmienia się opakowanie, komunikacja, ale produkt jest taki, jaki był od zawsze.  A konsumenci to doceniają.

Czy przypadkiem nie wpadliśmy wszyscy w pułapkę innowacji? Czy rzeczywiście nowa zakrętka jest rewolucyjną zmianą? Mam wrażenie, że nadmiar nowości przy braku dobrych badań przed wprowadzaniem produktu na rynek prowadzi w dużej mierze do dezorientacji na rynku. A im więcej zamieszania, tym bardziej konsument poszukuje tego, co znane i bliskie - a więc bezpieczne.

Może więc warto przypomnieć, że innowacje same w sobie  nie są receptą na zwiększenie sprzedaży. Prawdziwie innowacyjne produkty to te, które są odpowiedzią na pojawiające się trendy konsumenckie, zmiany w stylu życia czy nowe potrzeby na rynku. Obserwując te zmiany, możemy wykorzystywać pojawiające się nowe nisze na rynku.  Warto przy tym  pamiętać, ze test nowego produktu kosztuje mniej niż wycofanie go z rynku.

 

Komentarze (1)
Persona grata
 Oceń wpis
   

Zastanawialiście się kiedyś, co oznacza w marketingu pojęcie “persona”? Wszystko wskazuje na to, że termin ten zadomowił się w naszym słowniku na dobre. Jednak po co nam potrzebna persona (a może persony) w codziennej praktyce?

Persona to bogaty, szczegółowo opisany profil osoby - na ogół hipotetycznej, która reprezentuje jakąś grupę konsumentów albo segment rynku. Konstrukcja persony powoduje, że odbiorcy łatwiej wczuć się w potrzeby konsumentów, bo nie mówimy o abstrakcyjnej grupie docelowej, tylko o konkretnych ludziach. Innymi słowy, persona to sposób przekazania ważnych insightów. Jednocześnie w oparciu o persony łatwiej sobie wybrazić, jak konsumenci będą korzystali z produktów, stron internetowych czy programów.

Persona to jednak nie  to samo co segment rynku. Zazwyczaj profil persony powstaje na bazie badań jakościowych i etnograficznych, rzadziej badań ilościowych. Czasem jest to po prostu "zdroworozsądkowy" profil potencjalnego użytkownika, opracowany bez wsparcia ze strony badaczy. Dobra persona to osoba opisana przez zbiór cech demograficznych (wiek, płeć, miejsce zamieszkania); stan posiadania (komputer, samochód, dom itp.); sytuację życiową lub zawodową; postawy konsumenckie (np. stosunek do nowych technologii); potrzeby wobec produktów i usług.

Przykład persony:

Kobieta w wieku ok. 35 lat, mieszkająca w mieście średiej wielkości, o przeciętnych dochodach, nie ma samochodu, ma dwoje dzieci w wieku przedszkolnym, pracuje, posiada komputer, ale nie potrafi go dobrze obsługiwać i bardzo rzadko korzysta z internetu. Obawia się o przyszłość dzieci, gdyby straciła pracę lub zachorowała.

Mając taką wizję potencjalnego klienta przed oczami, możemy siąść do pracy nad ofertą produktów ubezpieczeniowych, szkoleń na odległość itp.

Persona posłuży do opracowania konkretnej konfiguracji produktu, z uwzględnieniem potrzeb takiej osoby. Zadaniem badaczy jest określenie wielkości segmentu i dostarczenie insightów, które nadają personie cechy autentycznej osoby, a jednocześnie dają pewność, że w rzeczywistym świecie istnieje odpowiednio duża grupa ludzi o zbliżonym profilu.

Nasza storna: www.inquiry.com.pl

 

Komentarze (2)
Phenomenalne
 Oceń wpis
   

 

Jeśli będąc w warszawskim centrum handlowym Blue City nagle poczujecie się przeniesieni w przyszłość - to znaczy, że trafiliście do sklepu Phenomé. Ta sieć to naoczny dowód, że w Polsce jest miejsce na niezwykłe, innowacyjne formaty detaliczne. Koncept Phenomé w kreatywny sposób łączy nowoczesność, ekologię i naturalne kosmetyki. A więc można!

 

Nie będę tu opisywać filozofii marki, ani samego sklepu - to trzeba zobaczyć. Dodam tylko, że autorem konceptu handlowego jest firma Brand New Concept.

 

Komentarze (0)
Ser a serenada
 Oceń wpis
   

Moda na produkty convenience została podchwycona przez polskie firmy.  

Jednym z przykładów są paczkowane żółte sery w plastrach - segment zainicjowany przez firmę Hochland, która znalazła wielu naśladowców wśród rodzimych producentów.

Spółdzielnia Mleczarska Spomlek z Radzynia Podlaskiego reklamuje ostatnio ser o nazwie Serenada Babuni (sic!).

Wprawne oko czujnego konsumenta dojrzy na opakowaniu, oprócz czarnych plam/dziur, także księżyc/rogalik i ... koguta.

Może jednak warto robić badania opakowań, a nawet konceptów nowych marek? W tym wypadku pewnie przydałby się i test smaku. Wprawdzie rozpoznanie walką jest skuteczne, ale bywa kosztowne.

Przez nasze ręce przeszło wiele produktów, które nie pojawiły się potem  na rynku, albo pojawiły sie w istotnie zmienionej formie. Badania marketingowe dają możliwość skonfrontowania  pomysłów marketingu z opinią konsumentów, zanim firma poniesie wydatki na dystrybucję i promocję, już nie mówiąc o wyprodukowaniu odpowiedniej ilości produktu. A  na dodatek mniej kosztują.

Więcej o badaniach marketingowych: www.inquiry.com.pl

 

 

 

 

 

 

Komentarze (0)
Programy lojalnościowe - sposób na lojalność klientów?
 Oceń wpis
   

Okazuje się, że sprawa nie jest taka prosta. W niektórych przypadkach uczestnictwo w programie lojalnościowym rzeczywiście wpływa na wybór konkretnego sklepu - pod warunkiem, że reszta oferty spełnia konkretne wymagania!  Uczestnictwo w programie może więc być drugorzędnym kryterium wyboru  hipermarketów i stacji benzynowych.  Natomiast  w innych przypadkach - np. dla sieci odzieżowych  - program lojalnościowy nie ma większego znaczenia!

Nie ma też dowodów na to, by uczestnictwo w programie zwiekszało średnią częstość zakupów. Mechanizm jest prawdopodbnie odwrotny - do programów lojalnościowych chętniej przystępują ci klienci, którzy i tak w danej sieci robią często zakupy.

Klienci uważają, że programy lojalnościowe to miły sposób podziękowania za zakupy; w sumie lubią w nich uczestniczyć, choć ogólnie oceniają istniejace programy najwyżęj na 3+.

Prawdziwa wartość programów lojalnościowych nie polaga na kupowaniu klientów. Wprowadzając program, kupujemy informacje o zachowaniach konkretnych osób. Możemy też reagować na zmiany w tych zachowaniach lub proponować dodatkowe oferty. Na razie jednak informacje te wykorzystywane są w niewielkim stopniu. 

Agencja Inquiry przeprowadziła w lutym 2010 r. badanie na temat postrzegania programów lojalnościowych. Raport można zamówić tutaj: info@inquiry.com.pl

 

 

 

 

 

 

 

Komentarze (1)
Kochajmy się – ale nie tylko w Walentynki
 Oceń wpis
   

Święta Bożego Narodzenia już dawno za nami, do Wielkanocy daleko. Jak to dobrze, że mamy Walentynki! W sam raz, by ocieplić nastroje w handlu mimo zimowych mrozów.

To świetna okazja, by zachęcić klientów do dodatkowych zakupów słodyczy i upominków. A choć jeszcze niedawno o Walentynkach w Polsce nikt nie słyszał, szybko podchwyciliśmy pomysł, by wspólnie z kimś bliskim obchodzić święto zakochanych. Czasem wystarczy drobny upominek i miły nastrój, by ożywić uczucia.

Może warto przy tym pamiętać, że wszystkie relacje wymagają od czasu do czasu jakiegoś gestu. Wielkie marki pamiętają, by podtrzymywać związek ze swoimi klientami. Klienci zaś potrafią się odwdzięczyć prawdziwym uczuciem.Jak silnym? Zobaczcie tutaj: http://cpgbranding.com/?p=1546#more-1546

Nasza strona: www.inquiry.com.pl

Komentarze (0)
Rozwój sieci delikatesów
 Oceń wpis
   

Miniony rok był dla handlu na pewno wyzwaniem, niemniej nie spowodował spektakularnych zmian, przynajmniej w obszarze handlu FMCG. Bardzo dobry wynik odnotowała Biedronka, kryzys nie zahamował rozwoju innych formatów. Media branżowe pełne były doniesień o nowych otwarciach sklepów i ekspansji supermarketów (tu warto wyróżnić Polomarket) , ale także sklepów convenience (Żabka ma zamiar otwierać 200 sklepów rocznie), a nawet delikatesów. Nota bene nową sieć delikatesową Freshmarket rozwija właściciel Żabki, fundusz Penta Investments . Najmniej nowych otwarć dotyczy hipermarketów, co wynika jednak bardziej z nasycenia rynku niż ze słabej koniunktury.

Najciekawszym zjawiskiem w czasie kryzysu są właśnie sklepy delikatesowe. Widać wyraźnie, że grupa konsumentów poszukujących bardzo dobrej oferty i mało wrażliwych na cenę nie skurczyła się w Polsce, choć może konsumpcja nie jest tak ostentacyjna jak jeszcze niedawno. Ogólnie dobre wyniki sieci delikatesowych świadczą najdobitniej o tym, że kryzys w Polsce nie ma głębokiego charakteru.

Grupa Bomi po pierwszym półrocze 2009 roku zanotowała 11,5-proc. wzrost zysku w stosunku do ubiegłego roku (do 23,1 mln zł). Nie udały się niestety rozmowy o połączeniu ze spółką Bać-Pol, które dałoby szansę na zdobycie rynku w południowej Polsce. Z kolei obroty sieci Piotr i Paweł, w porównaniu z 2008 rokiem, wzrosły w pierwszej połowie roku o ok. 25 proc. Sieć otwiera nowe placówki w szybkim tempie; w tym roku powstało ich kilkanaście i planowane są dalsze.

W obu przypadkach źródłem sukcesu jest przemyślana oferta sklepu i format dopasowany do oczekiwań klientów. Obie sieci nieustannie wprowadzają zmiany, ale przede wszystkim dbają o jakość produktów. Pozyskały sobie sporą grupę bardzo lojalnych klientów.

Jedyną siecią, o której kłopotach wiadomo powszechnie jest Alma Market. Już w IV kwartale 2008 r. sieć miała spore straty. Także całe pierwsze półrocze 2009 zostało zakończone na minusie przekraczającym 18 mln zł, co zmusiło firmę do cięcia wydatków. Wydaje się, że problemy finansowe Almy mają dwa źródła: pierwsze z nich to zaangażowanie spółki w grupę Vistula & Wólczanka w 2008 , niezwiązane z sytuacją gospodarczą lecz niewątpliwie dokonane w niefortunnym momencie; drugie zaś to niespójność wyrafinowanej marki sklepu z faktyczną realizacją, która na poziomie sklepu często odstawała od oczekiwań konsumentów. Ponadto, oferta Almy została nieco „przedobrzona” – nawet wyrafinowani konsumenci nie są gotowi płacić bardzo wygórowanych cen za specjalnie sprowadzane towary, a takie można w Almie napotkać tuż obok zwyczajnych produktów. Wydaje się, że w wielu aspektach asortyment Almy jest wynikiem bardziej przypadku niż przemyślanej koncepcji. Brakuje profesjonalnego zarządzania kategoriami produktów - Alma prowadzi niemal dwukrotnie więcej pozycji asortymentowych niż Bomi czy Piotr i Paweł, a to kosztuje; nie wydaje się też, by wszystkie propozycje w ofercie sklepu były niezbędne. Na pewno zabrakło też inwestycji w szkolenie personelu, co w takim sklepie jest absolutnie kluczowe. Ekspedientki muszą orientować się w gatunkach serów, win, oliwy czy makaronu; w dziale mięsnym musi być możliwość przygotowania wybranego kawałka mięsa tak, jak życzy sobie klient. Cóż po szerokiej ofercie, jeśli ekspedientka nie odróżnia gruyere od raclette, albo nie umie pokroić wołowiny na befsztyki? Wiele zastrzeżeń można mieć również do działu warzywno-owocowego.

Od początku istnienia sieci widać, że Alma to śmiała wizja marki i niezwykle udany szyld, unikatowy w naszym handlowym krajobrazie. Równie ciekawa jest koncepcja marki własnej pod nazwą Krakowski Kredens. Jednocześnie brak elastyczności w dopasowaniu szczegółów oferty do potrzeb klientów i brak wyszkolonej kadry zaowocował słabymi wynikami. W końcu to konsument głosuje za pomocą swojego portfela.

Nasza strona: www.inquiry.com.pl

 

Komentarze (0)
Konsument po kryzysie
 Oceń wpis
   

Świat po trochu  powraca do normy. Kryzys nie zawalił światowej gospodarki i dał się jakoś przetrzymać, przynajmniej w Polce,  a w mediach pojawiają się coraz częśćiej optymistyczne doniesienia.

Instynktownie czujemy jednak, że coś się w nas zmieniło. Wielu badaczy - ja też - uważa, że wpływ kryzysu na postawy i zachowania konsumentów będzie długofalowy.  Nakładają się na to trendy wywołane zmianami technologicznymi i demograficznymi. Pora na próbę określenia kierunków zmian.

Poniżej nasza lista 10 zjawisk społecznych, które na pewno warto śledzić - albo 10 powodów, dla których znów warto robić badania marketingowe :).

1. Świadomy konsumpcjonizm
2. Nowe znaczenie starych wartości
3. Zdrowie
4. Ekologia
5. Eskapizm
6. Nowa definicja luksusu
7. Poszukiwanie tożsamości
8. Bezpieczeństwo w świecie ryzyka
9. Media społeczne: życie online
10. Nowy indywidualizm

Jedno jest pewne - świat  konsumentów jest inny, niż rok czy dwa lata temu. Zmienił się też sam marketing. Ale to już materiał na nowy wpis...

Nasza strona: www.inquiry.com.pl
 

Komentarze (0)
Kobiety w banku
 Oceń wpis
   

…czyli pożytki z badań marketingowych

Niby wiadomo, że kobieta nie jest tylko automatem do sprzątania i gotowania, ale to odkrycie nadal z trudem przebija się do świadomości marketerów – ludzi, którzy powinni z definicji być bardziej wyczuleni na trendy społeczne niż reszta świata. Wciąż mało jest ofert skierowanych do kobiet, z uwzględnieniem specyficznych potrzeb przy zakupie samochodu, ubezpieczenia, telewizji kablowej, zaciągnięciu kredytu czy otwarciu konta w banku.

Najbardziej charakterystyczna postawa wobec kobiety - konsumenta (w tym przypadku produktów budowlanych) wyraża się w komentarzu  na jednym z forów poświęconych marketingowi: „to co, pewnie różowe faktury byście chciały!”.

Odpowiedź: mogą być i różowe. Tak, różowy kolor bywa używany jako podkreślenie własnej identyfikacji – czasem z przymrużeniem oka, czasem na poważnie. Ale jest jeszcze wiele innych elementów! Choć kobiety kupują dziś  z wiele produktów do niedawna „zarezerwowanych” dla mężczyzn, to zazwyczaj korzystają z nich inaczej niż mężczyźni, inaczej też reagują na komunikację i oferty promocyjne. Mogłoby się wydawać, że  skierowanie do specjalnej oferty dla kobiet nie powinno być niczym niezwykłym. Mimo to kobiety stanowią dla wielu firm nierozpoznany segment.

Okazuje się jednak, że jest bank, który dostrzegł potencjał tej grupy. Kilka miesięcy temu mieliśmy przyjemność przeprowadzić na zlecenie BZ WBK niezwykle ciekawy projekt badawczy poświęcony ofercie konta osobistego dla kobiet, a także ich potrzebom w zakresie tego typu usług. Jak zwykle okazało się, że kobiety są bardzo wymagającymi klientkami...

Efekt przeprowadzonych przez nas badań to Konto na Obcasach: http://indywidualni.bzwbk.pl/konta/standardowe/na-obcasach/konto-na-obcasach.html.

A kobiety? Kobiety chcą więcej. Czekamy na ubezpieczenia, kredyty i wiertarki – zaprojektowane z myślą o nas!

Nasza strona: www.inquiry.com.pl


 

Komentarze (2)
Trendy w handlu detalicznym 2009
 Oceń wpis
   

Jedno z ważniejszych zjawisk to rozwój centrów dystrybucyjnych należących do sieci. Tu leżą wciąż ogromne możliwości ograniczenia kosztów operacyjnych. Dzięki ekspansji i konsolidacji rynku sieci są w stanie inwestować teraz w logistykę. To niewątpliwie pogłębi rozdźwięk pomiędzy handlem sieciowym (niezależnie od formatu) a sklepami niezależnymi. W kryzysie trudniej pozyskać kapitał na inwestycje, a więc wygrają te firmy, które już teraz mają silną pozycję.

Drugie istotne  zjawisko polega na coraz uważniejszym podejściu do klienta  i jego potrzeb, a także do kreowania wizerunku marki. W wyniku coraz silniejszej konkurencji na rynku, konsument nie musi wybrać jedynego hipermarketu w mieście – może dokonać wyboru spośród wielu propozycji. Rzecz w tym, żeby klient chciał wybrać konkretny sklep, gdy w swoim zasięgu ma hipermarket, 2 supermarkety, kilka sklepów osiedlowych, 3 dyskonty, sklep convenience i stację benzynową, a w domu internet i zakupy za jednym kliknięciem. Nie wszystkie eksperymenty sieci w zakresie brandingu można uznać za udane, niemniej tak czy inaczej  rola szyldu będzie rosła. Pamietajmy, że za szyldem musi stać przemyślana koncepcja formatu, asortymentu, a także grupy docelowej i sposobu komunikacji.

Obecnie  handel zaczyna też rozumieć potrzebę segmentacji klientów i kierowania oferty do konkretnych klientów, a nie do „kobiet i mężczyzn w wieku od  20 do 70  lat”. Dotyczy to w równym stopniu sieci posiadających własne placówki, jak i franszyzowych. Większe budżety powinny być przeznaczone na analizowanie potrzeb konsumentów. Nie uważam natomiast, by sieciom działającym w Polsce potrzebne były szeroko zakrojone, ogólnokrajowe kampanie reklamowe –  znacznie bardziej liczy się zadowolenie klientów i pełne koszyki. Tymczasem daleko jeszcze do prawdziwej efektywności w tym zakresie.

W tym kontekście warto wspomnieć o ważnym trendzie demograficznym, jakim jest starzenie się społeczeństwa. Coraz większa liczba emerytów wymusi w końcu zmianę stereotypowego, lekceważącego myślenia o tym segmencie. Sieć, która zrozumie potencjał tkwiący w portfelach starszych osób, zdobędzie wartościowych klientów!

Ponadto, wiele sklepów próbuje wykorzystywać programy lojalnościowe. Ogromnie pole do popisu daje analiza danych z tych programów, i w tym zresztą tkwi ich prawdziwa wartość dla sieci. Wydaje się jednak, że programy te są bardziej używane jako – iluzoryczna  zresztą – metoda na kupowanie klienta, zaś możliwości ukryte w bazach danych są jeszcze słabo zrozumiane. Sama organizacja dobrego programu to także wciąż duże wyzwanie.

Sporo się też  dzieje w dziedzinie marek własnych. Przez ostatnie lata segment ten przeszedł znaczącą ewolucję, dziś marki własne z powodzeniem konkurują z markami producentów nie tylko ceną, ale i jakością. Konsumenci oswoili się z tą koncepcją i w wielu kategoriach produktów zaakceptowali markę własną jako pełnowartościową propozycję. Uważam jednak, że marki własne – choć ważne dla marży sklepu – nie decydują o pozycji konkurencyjnej sklepu ani nie są głównym elementem strategii. Nieco paradoksalnie,  większe znaczenie mają one dla niektórych dostawców – producentówna potrzeby  marki własnej.

O firmie Inquiry: www.inquiry.com.pl

 

Komentarze (0)
Globalizacja w badaniach marketingowych
 Oceń wpis
   

Proces globalizacji nie ominął naszej dziedziny - jednak zachodzi on głównie po stronie klientów/zleceniodawców badań. Wielkie międzynarodowe korporacje, które do niedawna jeszcze zlecały badania w każdym kraju osobno - lub co najwyżej na skalę regionu - teraz przeniosły większą część procesu do swoich central w USA lub Zachodniej Europie. Lokalnie wykonuje się tylko wybrane projekty.

Pozwala to w znacznej mierze zmniejszyć koszty prowadzenia badań, a także zharmonizować dane z różnych krajów - rzecz niebagatelna.  Problem w tym, że po stronie agencji badawczych sytuacja wygląda bardzo różnie.

Wiele zachodnich agencji oferuje międzynarodową realizację badań nie mając własnych biur w krajach takich jak Polska czy Rosja. Krążą więc po rodzimych agencjach najrozmaitsze zapytania, zdradzające jedno: mamy zrealizować badanie jak najtaniej, nie zadawać pytań i nie troszczyć się zbytno o jakość danych.

Prawdziwe nieszczęście jednak zaczyna sie wtedy, gdy taki projekt wygrywamy. Poziom niekompetencji, jaki spotykamy w tym swoistym off-shoringu jest zaiste zdumiewający.

Przykłady można by mnożyć, jednak mój ulubiony to użyte przez zleceniodawcę tłumaczenie określenia "marka aspiracyjna" (aspirational brand). Po polsku wyszło "marka stanowiąca obiekt pożądania". W odniesieniu do klejów przemysłowych! Ale nie, weryfikacja tłumaczenia nie wchodzi w grę!

Inne zdarzenie: telefon od agencji, która zleciła nam realizację w Polsce metodą CAPI: "Wiem, że mamy błędy w ankiecie i że tłumaczenie wymaga poprawek, ale musimy już mieć wyniki, spróbujcie zacząć wywiady na papierze i potem wprowadzicie dane jak program będzie gotowy". Dla ułatwienia: w kwestionariuszu losowo rotujemy 30 marek, stosujemy skomplikowane filtry, a wybór konkretnej ścieżki wymaga stałego monitorowania kwot i w niektóych przypadkach też powinien być losowy.

Problem jednak został dostrzeżony. Grupa osób w USA wystąpiła z ciekawą inicjatywą pod nazwą Foundation for Transparency in Offshoring. Popieramy ten pomysł z całych sił, bo przecież w takich przypadkach jak powyżej mamy świadomość, kto na tym wszystkim najwięcej traci - oczywiście zleceniodawca.

Więcej informacji - zobacz tutaj: http://www.offshoringtransparency.org.

O firmie Inquiry: www.inquiry.com.pl

 

 

Komentarze (0)
Branża, która nie boi się kryzysu
 Oceń wpis
   

...czyli przemysł spożywczy

Ponad rok temu zajrzało nam w oczy widmo największej depresji gospodarczej w dziejach nowoczesnej gospodarki (a przynajmniej od lat 30. ubiegłego wieku). Fala bankructw instytucji finansowych w USA omal nie załamała światowego systemu finansowego. W początkach października było już wiadomo, że kryzys gospodarczy dotknie cały świat. Atmosferę oczekiwania na katastrofę podsycały media, wieszczące czarne scenariusze. Pod koniec 2008 roku zaczęły nadchodzić złe wiadomości o stanie gospodarki wielu krajów. 

„Światowy kryzys niesie Polsce wzrost bezrobocia. Jeśli polska gospodarka mocno wyhamuje, a z zagranicy zaczną masowo wracać nasi emigranci, w przyszłym roku liczba bezrobotnych może wzrosnąć nawet o pół miliona. Na razie fabryki zwalniają obroty.” Rzp 13-10-2008

„Wielka Brytania i Niemcy stanęły na skraju recesji. Wpadli w nią już Irlandczycy, Duńczycy i Estończycy. W piątek największe giełdy Starego Kontynentu znowu ostro spadały. Europejczycy zaczęli zaciskać pasa” Rzp 25-2008.

Z perspektywy przedsiębiorców największym problemem było załamanie się dotychczasowych prognoz sprzedaży, a w niektórych branżach –  całkowite załamanie rynków zbytu, jak np. w branży motoryzacyjnej.  Dla wielu firm zaskoczeniem stało się gwałtowne osłabienie złotówki, radykalnie zmieniające warunki importu, a także idące za zmianami kursów walut  straty na opcjach walutowych. Problemy nie ominęły polskich producentów żywności. Część z nich w 2008 r. zanotowała w rezultacie duże straty; natomiast nie było naprawdę spektakularnych upadłości, nawet PKM Duda uniknął poważnych problemów. Teraz ratunkiem dla wielu polskich producentów jest eksport, znowu bardziej opłacalny dzięki osłabieniu złotówki. Stabilną sytuację w przemyśle spożywczym potwierdzają raporty firmy Coface.

Pierwsza faza kryzysu spowodowała u przedsiębiorców dość racjonalną reakcję. Trudno wskazać firmę, w której nie było redukcji kosztów, odwołanych szkoleń czy imprez, a nawet mniejszych lub większych zwolnień.  Jednak o najmniej od końca I kwartału bieżącego roku widzimy, że w Polsce kryzys nie jest aż tak dotkliwy. Branża spożywcza odczuwa go w niewielkim stopniu. Żywność w końcu jest towarem pierwszej potrzeby - mimo to  klimat gospodarczy sprawia, że zarówno producenci, jak i sieci handlowe muszą się dostosować do nowych warunków.

Zmieniły się też postawy konsumenckie – mimo że nie było w Polsce  zwolnień na bardzo dużą skalę, kryzys ograniczył podaż kredytów, a więc łatwego pieniądza. Poza tym liczą się też nastroje społeczne – skoro jest kryzys, to powinniśmy bardziej ostrożnie wydawać pieniądze, uważniej patrzeć na ceny. Tę zmianę postaw najbardziej odczuły branże takie jak odzieżowa, AGD czy motoryzacyjna, a także segment luksusowych kosmetyków.

Mimo większej wrażliwości konsumentów na cenę, rynek spożywczy jako całość rośnie, choć w niektórych segmentach sytuacja się znacznie pogorszyła (np. mrożonki, piwo, alkohole). W wielu przypadkach związek kryzysem jest pośredni – np. w branży alkoholowej spadek sprzedaży wynika z podniesienia akcyzy, a w konsekwencji cen detalicznych. W wielu segmentach rynku  kryzysu niemal  nie widać w wynikach sprzedaży; mowa tu np. o słodyczach czy napojach. W rezultacie dynamika rynku spożywczego stawia nas w czołówce państw europejskich. 

Jak widać, producenci żywności i napojów wychodzą z kryzysu obronną ręką. Ale trudności w pozyskaniu kapitału powodują, że wiele planów inwestycyjnych trzeba odłożyć "na potem". Szkoda, bo w tej dziedzinie Polska gospodarka nie wykorzystuje w pełni szans rozwoju.

Nasza strona: www.inquiry.com.pl

Komentarze (0)
Dobre opakowanie żyje dwa razy
 Oceń wpis
   

Gdy budżety reklamowe się kurczą, a konsument kupuje ostrożnie, coraz większe znaczenie mają pozostałe elementy marketing mix. Bardzo dużą, choć wciąż nie dość docenioną rolę odgrywa opakowanie. A przecież właśnie opakowanie jest najważniejszym nośnikiem komunikacji w chwili, gdy konsument podejmuje decyzję o zakupie i później, gdy produkt znajdzie się w domu.

Pierwsze życie opakowania to walka z konkurencją na półce w sklepie. Dobre opakowanie to takie, które zostanie zauważone, przyciągnie wzrok, umożliwi rozpoznanie marki, zachęci do zakupu. W miejscu sprzedaży opakowanie musi bić się o konsumenta jak prawdziwy wojownik.

Po zakupie rola opakowania się zmienia, a opakowanie zaczyna swoje drugie życie; teraz służy ono wzmocnieniu więzi konsumenta z marką. Nie musi być już agresywne, natomiast powinno być funkcjonalne, estetyczne, wspierać wizerunek marki i najzwyczajniej w świecie sprawiać przyjemność – tak, by konsument zatęsknił za nim, gdy drugie życie opakowania się skończy razem z produktem. W domu opakowanie powinno konsumenta uwodzić.

Dobre opakowanie musi sprawdzać się w obu wcieleniach!

Agencja badawcza Inquiry wprowadza we współpracy z francuską firmą Stratégir na polski rynek zaawansowaną metodę testowania opakowań  Packagir®.

Celem metody Packagir® jest pomoc w kreacji opakowań, które dobrze spełniają swoje zadanie tak w sklepie, jak i po zakupie. Od niedawna  metodologia Packagir® dostępna jest także w Polsce, na mocy umowy o współpracy z agencją badawczą Inquiry. Dzięki zaangażowaniu zespołu grafików, metoda firma Stratégir umożliwia testowanie opakowań na etapie projektów, uwzględniając jednocześnie wiele wariantów (różne wersje produktu, różne pojemności, wielopaki, opakowania promocyjne). Badanie  obejmuje test opakowania na półce oraz analizę w bezpośrednim kontakcie z konsumentem.

W metodzie Packagir®, zaawansowane metody obrazowania komputerowego umożliwiają stworzenie realistycznego obrazu półki naturalnej wielkości, z odpowiednią liczbą facingów dla każdego wariantu – bez konieczności przygotowywania kosztownych mock-upów.  Respondent ogląda półkę przez ściśle kontrolowany czas, co umożliwia zarejestrowanie, jakie produkty zostały zauważone i rozpoznane.

Z setek testów wykonanych przez firmę Stratégir wynika, że mniej niż połowa nowych projektów opakowań przechodzi test z wyraźnie lepszym rezultatem, niż wersja istniejąca już na rynku. W większości przypadków wynika to z niewielkiej skuteczności nowego opakowania na półce (shelf impact). To najbardziej newralgiczny punkt testu. Można zaryzykować stwierdzenie, że nowe opakowania są często nie dość innowacyjne.

Często bywa i tak, że przed nowymi opakowaniami stawia się bardzo wygórowane cele. Na ogół istniejące opakowanie posiada jakieś silne strony. Nowa wersja powinna eliminować największe słabości, natomiast rzadko udaje się  znaczna poprawa wszystkich wskaźników jednocześnie. Przy wprowadzaniu nowych opakowań istotne jest zatem  realistyczne stawianie wymagań. Modele prognostyczne stosowane przez Stratégir umożliwiają wskazanie najlepszego rozwiązania w danej sytuacji.

Więcej informacji: www.strategir.com; www.inquiry.com.pl

 

Komentarze (0)
Gęś z prosięciem, czyli badacze rynku i kreacja
 Oceń wpis
   

Ostatnio modne stało się wieszanie psów zarówno na badaniach rynku, jak i na badaczach personalnie. Zastrzeżeń jest wiele –  że zabijają kreatywne pomysły, że nie wnoszą  nic odkrywczego… Najgłośniej narzekają  agencje reklamowe - specjaliści od komunikacji, a ich zarzuty są poważne.  Może więc mają rację? 
 
Krytyka pod adresem badaczy jest powszechna i nie jest tylko chwilowym trendem. Tego typu wypowiedzi ukazują się regularnie. W dobrym tonie stało się wręcz deklarowanie „ja nie robię badań”. Równolegle pojawiają się jednak wypowiedzi przeciwstawne. Wiele firm podkreśla, że badania są dla nich inspiracją, wsparciem w osiąganiu celów. Jako badacz muszę w tej dyskusji zająć stanowisko.

Jeśli badacze i kreatywni nie dogadają się, to stracą na tym wszyscy, a najbardziej zaś klienci. Zastanówmy się zatem, JAKIE badania są potrzebne i KIEDY je robić, żeby rekomendowane przez badaczy reklamy nie były powielaniem utartych schematów.
 
Moim zdaniem wina nie tkwi w samych fokusach, sondażach, czy w agencjach reklamowych. Nieporozumienia to kwestia braku wspólnego języka i innego sposobu myślenia. Kreatywni komunikują swoje idee za pomocą obrazów, stawiają na emocje i intuicję. Z natury rzeczy ich wiedza o badaniach jest ograniczona. Badacze rynku operują zaś liczbami i słowami. Analizują szczegóły, podchodzą do badanych zagadnień możliwie racjonalnie, nawet gdy studiują emocje. Przyczyną problemu mogą być też niestety sami badacze. Oczywiście nie wszyscy, lecz ci, którzy nie do końca rozumieją, na czym polega proces kreatywny, jak wygląda praca nad strategią marki i gdzie jest miejsce badań w tym procesie, a przede wszystkim ci, którzy wypowiedzi respondentów biorą zbyt dosłownie. A przecież, jeśli ludzie pytani w jakichkolwiek badaniach coś mówią, to jedynym bezpośrednim wnioskiem jest to, że ludzie tak MÓWIĄ, a nie, że tak JEST. Każdy szanujący się badacz powinien znaleźć odpowiedź na najistotniejsze pytanie: DLACZEGO respondenci mówią właśnie tak? Może dlatego, że respondenci chcą się poczuć ekspertami i dobrze wypaść w tej roli? Czasami takie zachowanie przynosi absurdalny efekt: Jak weźmiecie historyjkę  z tej reklamy, napis z tamtej, a kolory  z tej trzeciej, to będzie fajnie.
 
Kreatywne pomysły specjalistów od komunikacji wymagają innowacyjnego podejścia do badań i kreatywnych badaczy. Ludzi, którzy nie dadzą się zwieść respondentom.  Badacz, który sugeruje, że najlepszą reklamą jest ta, która najbardziej podobała się na fokusach, zdradza brak elementarnej wiedzy o metodologii badawczej oraz procesach związanych z oddziaływaniem komunikacji na postawy i zachowania.
 
Sądzę też, że badania nie wtedy są najbardziej potrzebne, kiedy reklama jest już prawie gotowa, lecz ZANIM powstaną pierwsze projekty. Badania mają inspirować do pracy kreatywnej bez zmuszania do przekopywania się przez stos raportów. 
 
Mamy w branży badawczej coraz więcej pomysłów jak to osiągnąć. Do naszej skrzynki z narzędziami dorzucają się specjaliści różnych dziedzin. Badania marketingowe czerpią już nie tylko z psychologii i socjologii, ale także z antropologii, etnografii, kulturoznawstwa, lingwistyki, a nawet filozofii. Stosujemy najrozmaitsze metody pracy z respondentami, aby oddzielić puste deklaracje od prawdziwych motywacji i dowiedzieć się tego, czego nie usłyszymy podczas standardowych fokusów. Fokusy to oczywiście ważne narzędzie w badawczej skrzynce. Jednak dzisiaj potrzebne są także bardziej wyrafinowane  metody prowadzenia badań i ich późniejszej interpretacji. Nie jest przecież winą młotka, że nie wystarczy do wykonania dzieła sztuki.
 
Komentarze (0)
Argumenty w negocjacjach
 Oceń wpis
   

Samo życie...  dziś mały cytat:

http://www.youtube.com/watch?v=R2a8TRSgzZY

 

 

 

 

Komentarze (0)
Sudety kontra Beskidy, czyli woda mineralna na polu bitwy
 Oceń wpis
   
Mamy okazję obserwować nowe starcie dwóch gigantów w ważnej kategorii wody mineralnej (przypomnijmy - rynek wart w sumie, zależnie od źródła danych, od 2,6 do nawet 3 mld zł w 2008 r.)
 
Na pewno stare, dawno już wycofane  marki obu koncernów (Bonaqa i Aqua Minerale) były bez wyrazu i bez szans na polskim rynku, mimo silnego wsparcia. Mówi się w branży, że marka wody powinna być związana z konkretnym miejscem, najlepiej uzdrowiskiem (jak Żywiec Zdrój, Nałęczowianka i Cisowianka). Albo z górami.
 
Tak powstała Kropla Beskidu (pochodząca ze źródła w Tyliczu, czyli w Beskidach właśnie), marka Coca-Coli. Ten debiut miał miejsce już kilka lat temu, a Kropla Beskidu szybko zdobyła udziały w rynku i ma obecnie stabilną pozycję - choć pierwsze miejsca zajmują  nadal Żywiec Zdrój i Nałęczowianka.
 
Tym samym tropem idzie obecnie Pepsi; firma właśnie wprowadziła na rynek nową wodę Górska Natura. Nietrudno zgadnąć, że konkurencją dla Beskidów są Sudety, a ujęcie wody Górska Natura znajduje się w Górach Sowich. Niewątpliwie Pepsi dysponuje również ogromnym potencjałem dystrybucyjnym, i niedługo od wprowadzenia produktu na rynek Górską Naturę można było napotkać w niejednym sklepie. To podstawowy warunek sukcesu, ale niewystarczajacy -  konsument musi zaakceptować i polubić markę. Pepsi stawia na Joannę Brodzik oraz jej ciepły, macierzyński wizerunek. Czy to wystarczy? Zobaczymy.
 
Mimo podobnego pomysłu (woda z polskich gór), marka Źródło Tymbark nie stała się sukcesem. Tu niewątpliwie problemem stała się - paradoksalnie - siła marki Tymbark w kategorii soków. Teraz Tymbark wprowadza - niespodzianka - wodę z sokiem owocowym. Proste jak... cytryna.
 
Komentarze (0)
Internauci w Dzień Matki
 Oceń wpis
   

Dzień Matki jest bardzo popularnym świętem. Niemal bez wyjątku uważamy, że jest to bardzo miłe i ważne święto, wyraz szacunku dla naszych mam.

Jak wynika z ankiety przeprowadzonej w ramach projektu GaduSonda, 91% internautów zamierza obchodzić Dzień Matki. Co więcej, 73% złoży życzenia swoim mamom, a 79% spotka się z mamą osobiście. Dodakowo  14% zadzwoni z życzeniami do swoich mam, zaś z poczty czy innych elektronicznych form przesyłek skorzystają nieliczni (3-4%).


 

Badanie wśród internautów, użytkowników komunikatora Gadu-Gadu przeprowadzono dzięki usłudze GaduSonda. W badaniu z okazji Dnia Matki wzięło udział 968 osób w wieku 15-75 lat. Realizacja trwała 2 dni i została przeprowadzona w dniach 20-21 maja. GaduSonda jest prowadzona w grupie internautów, którzy świadomie zostali panelistami nowoczesnych polskich badań internetowych.

O projekcie GaduSonda:
GaduSonda to obecnie ponad 19 tysięcy panelistów w trzech panelach badawczych. W ramach GaduSondy przeprowadzono już 56 tysięcy ankiet. Rekrutacja opiera się na wielomilionowej społeczności użytkowników komunikatora Gadu-Gadu i nadal prowadzone są intensywne działania rekrutacyjne.

Więcej informacji: http://www.inquiry.com.pl/_pl/?action_main=gadu_sonda

Komentarze (0)
Wielkanoc to ważne święto, ale zwyczaje zależą od regionu
 Oceń wpis
   

Aż 95% uczestników badania GaduSonda obchodzi święta Wielkiej Nocy, ale  14%  - co siódmy - nie lubi tych świąt.

Jak wynika z przeprowdzonej sondy, internauci  spędzali  te święta przede wszystkim z rodziną - nawet ci, którzy w głębu duszy woleliby gdzieś wyjechać. Ponadto 30% badanych zamierzało odwiedzić przyjaciół i znajomych.
 
Uczestnicy badania aktywnie przygotowywali  się do rodzinnego spędzenia Świąt: sprzątali, robili zakupy, składali życzenia rodzinie i znajomym, a także gotowali  i przyrządzali świąteczne potrawy. Jak się można było spodziewać, kobiety bardziej są zaangażowane w przygotowania świąteczne. Częściej gotują, sprzątają, itd. Ale największe dysproporcje zauważyliśmy w zaangażowaniu kobiet w przygotowywaniu potraw (75% kobiet vs 40% mężczyzn) i dekorowaniu pisanek, malowaniu jajek (72% vs 44%). Zaś panowie częściej się pomagają sprzątać i robić zakupy niż się spodziewaliśmy!
 
Święconkę zmierzało święcić prawie 3/4  badanych, a generalnie w kościelnych uroczystościach i przygotowaniach do Świąt Wielkiej Nocy uczestniczy ponad połowa.
 
Generalnie uważamy Wielkanoc za przejaw pięknej polskiej tradycji orazi za bardzo radosne  i wyjątkowo rodzinne święta. Zdecydowana większość badanych przyznaje Świętu Wielkiej Nocy rangę wydarzenia kościelnego i religijnego. Sporo osób traktuje Wielkanoc jako okazję do spotkań w gronie znajomych. Ale  blisko połowa przyznaje też , że święta to wielkie obżarstwo i siedzenie przy stole. To ostatnie stwierdzenie najbardziej różnicowało postawy, gdyż jednocześnie co trzeci nie zgadzał się z taką opinią.
 
Spośród zwyczajów i obrzędów świątecznych prym wiedzie polewanie się wodą w Poniedziałek Wielkanocny. Jest to jedyny zwyczaj, który jest jednakowo popularny w całej Polsce. Pozostałe zwyczaje są bardziej popularne w niektórych regionach kraju, w innych mniej. Nawet malowanie jajek – częściej wskazywane jest w woj. dolnośląskim (86%), rzadziej w mazowieckim, podkarpackim i lubelskim (po 70%). Post najczęściej przestrzegamy w woj. podkarpackim (79%) i małopolskim (73%), najrzadziej w dolnośląskim (61%) i zachodniopomorskim (55%). Z kolei zwyczaje związane z podarkami i zabawami są niemal nieznane w niektórych częściach kraju, w innych zaś bardzo popularne.  Podobnie duże rozbieżności znajdziemy przy szukaniu słodkości od zajączka – jest to popularne w Wielkopolsce (62%), pomorskim i opolskim (po 51%), a jednocześnie bardzo rzadko spotykane w świętokrzyskim (2%), lubelskim (6%), czy podkarpackim (7%). W różne gry z pisankami bawią się mieszkańcy województwa podlaskiego (40%), warmińsko-mazurskiego (38%), zachodniopomorskiego (33%), a rzadko w podkarpackim, świętokrzyskim i łódzkim (po 9%). Natomiast pogrzeb żuru (nota bene bardzo ciekawa tradycja) znany jest zaledwie w dwóch miejscach Polski: w opolskim i podkarpackim (wskazania po 5%).
 
Pojawiły się też podpowiedzi mniej znanych obrzędów wielkanocnych. Na przykład: okładanie witką wierzbową w Wielki Piątek, smaganie witkami czy jałowcem w świąteczny Poniedziałek, czynienie psot wielkanocnych, składanie darów ziemi, a nawet mycie się w sobotni poranek ze srebrną monetą.
 
Badanie wśród internautów, użytkowników komunikatora Gadu-Gadu przeprowadzono dzięki usłudze GaduSonda (www.gadusonda.pl). W sondzie wielkanocnej wzięło udział 3.270 osób, sonda trwała 2 dni i została przeprowadzona w dniach 7-9 kwietnia.
 
Komentarze (0)
Brief idealny
 Oceń wpis
   

Klienci zlecający badania nie muszą się znać na badaniach. Są specjalistami w dziedzinie swoich produktów lub usług. Po to właśnie istnieją agencje badawcze, aby odpowiednią wiedzą dysponować. Klient ma prawo oczekiwać od agencji wsparcia, wiedzy i gotowości do dzielenia się tą wiedzą –  na każdym etapie projektu badawczego.

Niemniej żadna, nawet najlepsza na świecie agencja badań rynku, nie jest w stanie oszacować kosztu badania na podstawie informacji, których po prostu nie ma. Informacje dla agencji zawarte są w krótkim dokumencie, potocznie zwanym briefem. Co powinien więc zawierać dobry brief?

Warto rozpocząć od  krótkiego opisu firmy, jej obecnej sytuacji, konkurencji i rynku oraz zachodzących na nim zmian. Wszystkie te informacje pomogą agencji w zrozumieniu potrzeb Klienta.
 
Nstępna część to tło projektu. Czy i jakie były przeprowadzane badania w przeszłości, możliwie krótki opis ich wyników i podjętych działań. Takie dane mogą okazać się bardzo pomocne na etapie doboru metodologii badawczej. Jeśli wiemy że 95% populacji używa Waszej kategorii, to nie zaproponujemy badania non-userów.

Następnie przechodzimy do właściwej części briefu – i tak naprawdę najważniejszej – przedmiot i cel badania. Problem, jaki chciałby rozwiązać Klient przeprowadzając badanie, jest kluczową informacją dla agencji badań rynku. Podstawowe pytania, które trzeba sobie zadać przygotowując tę część briefu to: co chcę badać, dlaczego chcę to badać, w jakim celu chcę to badać?

Bardzo istotne jest, jakie decyzje będą podejmowane na podstawie wyników badania. Oczywiście zadaniem agencji badań rynku jest takie przedstawienie wyników, by prowadziły one bezpośrednio do konkretnych działań marketingowych. Zdarza się jednak, że firma zleca badania, ale zupełnie nie wie co zrobić z otrzymanymi wynikami;  po otrzymaniu raportu, stwierdza, że nie ma ani czasu, ani ludzi, ani pieniędzy, by wdrożyć rekomendacje agencji.
 
Następnym punktem briefu jest opis metodologii, jeśli oczekujecie że badanie zostanie wykonane konkretną techniką. Niektórzy Klienci mają jasno zdefiniowane metodologie badawcze i od agencji oczekują tylko realizacji badania według ściśle podanych wymagań. I zadaniem agencji jest takie badanie wykonać. Ale jeśli zostawicie agencji swobodę - to może się zdarzyć, że rozwiązanie będzie inne niż oczekiwaliście. 
 
Idealną sytuacją jest, gdy Klient dołączy do zapytania narzędzia, których użycia oczekuje.
Niezwykle ważną informacją jest grupa docelowa i ewentualnie inne grupy, które należy uwzględnić w badaniu (np. jeśli grupą docelową są dzieci, Klient może chcieć uzyskać także opinie rodziców).  Często zdarza się, że grupa ta jest określona jako „kobiety i mężczyźni w wieku 18-64 lat, mieszkańcy miast i wsi”. Przy tak opisanej grupie docelowej  należy się spodziewać wysokich kosztów badania! Jeśli nie wiemy, kto jest naszą grupą docelową – napiszmy to w briefie. 

Wszelkie dodatkowe dane związane z realizacją badania mają również wpływ na cenę, np. jeśli badanie dotyczy sieci sklepów, to sklepy w których miastach nas interesują? Jeśli badamy batoniki marki X - to jaki jest udział w rynku tej marki?

Generalnie: im więcej informacji - tym lepiej przygotowana oferta badawcza. Jeśli zostawiamy dużo miejsca na "interpretację" to mogą powstać potwory. Zamiast zrobić proste i miłe badanie np. na temat wizerunku marki powstaje "kombajn" złożony z części jakościowej, ilościowej i desk research - w cenie 130.000 Euro.

W Polsce bardzo rzadko zdarzają się zapytania zawierające informację o budżecie przeznaczonym na badanie. W Briefie Idealnym powinna ona być – nie po to, by zaspokoić ciekawość agencji, ale po to, by można było dopasować metodologię do możliwości finansowych Klienta najlepiej jak to możliwe.
 
Jest bardzo dużo metod badawczych, aczkolwiek agencja badań rynku powinna dobrać tę, która najlepiej odpowie na pytania Klienta. Metodologia musi również odpowiadać terminom i kosztom, które Klient zakłada.

Podsumowując: każde niedopowiedzenie będzie generowało dodatkowe koszty przy sporządzaniu budżetu w agencji badawczej. Może się wydawać, że dobry brief jest obszernym dokumentem. Nic bardziej mylnego! Wszystkie te informacje zmieszczą się na dwóch stronach A4.
 
 Więcej o badaniach rynku: www.inquiry.com.pl

 

Komentarze (0)
Szata zdobi produkt, czyli rola opakowania
 Oceń wpis
   

Chociaż wiadomo, jak dużą rolę w marketingu odgrywa opakowanie , często jest to najbardziej zaniedbany element marketing mix.

Wydajemy miliony złotych na reklamę. Ścigamy się z konkurencją, kto wymyśli bardziej atrakcyjną promocję. Bijemy się o każdy centymetr na półce w sklepie. Robimy wszystko, żeby lepiej sprzedać nasze produkty. Właśnie: czy aby wszystko?

Popatrzmy na to oczyma konsumenta, który podejmuje decyzję o zakupie. Nawet w małym sklepie ma do wyboru kilka różnych marek podstawowych produktów, a w dużym – całą alejkę. Coś tam pamięta z reklam (ale nie tak wiele, jak byśmy chcieli), czasem skorzysta z promocji. Czasem próbuje nowych produktów. Niektóre marki zdążył już spróbować i ma na ich temat swoje zdanie (jeśli je w ogóle pamięta), innych do tej pory nie kupił. Co kupi teraz?

W miejscu zakupu koncentrują się efekty wszystkich działań marketingowych producentów i detalistów, od reklamy po ułożenie produktów na półce. Konsument podejmuje decyzję o wyborze produktu spośród wielu marek i wariantów w ciągu 1-2 minut na każdą kategorię produktów (a część tego czasu poświęcona jest na bezrefleksyjne pchanie wózka z zakupami).  To ostatnia szansa na to, by coś powiedzieć konsumentowi o naszym produkcie. Musimy do niego przemówić łatwo zrozumiałym językiem, tak by nas zauważył. Na szczęście, wśród licznych narzędzi marketingu istnieje takie, które dostępne jest zawsze, każdemu producentowi. To opakowanie.

 
Więcej o testach opakowań: www.inquiry.com.pl 

Komentarze (0)
Niezwykły przypadek Tropicany
 Oceń wpis
   

W ostatnich tygodniach na oczach całej Ameryki rozegrał się bodaj najciekawszy "case", jakie się zdarzyły od czasu New Coke. Chodzi o Tropicanę - jedną z najważniejszych marek soków w USA, własność PepsiCo.

Tropicana miała zupełnie przyzwoite opakowanie:

Obrazek


No i ostatnio zmienili je na takie, choć słomka w pomarańczy była dla klientów "znakiem rozpoznawczym".

Obrazek

Krzyk się zrobił na cały kraj, bo faktycznie wygląda toto jak marka własna supermarketu.
I wiecie co? Wracają do starej wersji, na fali protestów od konsumentów. Bardzo negatywnie o tej zmianie wyrażała sie również branża marketingowa.

Zbulwersowało mnie to, że w komunikacie praowym Tropicana tłumaczy, że tak negatywna reakcja lojalnych konsumentów NIE WYSZŁA W BADANIACH!!!  Aż mi się nie chce wierzyć... ale nie wiadomo, jakie badania były zrobione, na jaką skalę, i czy uwzględniały funkcjonowanie nowych opakowań w otoczeniu konkurencji na półce w sklepie. A może w przypadku Tropicany zdarzyło się coś, co świetnie znamy z naszego rynku: nowe opakowania zostały wprowadzone, bo... podobały sie prezesowi?

Moim zdaniem nieudane projekty są bardzo często wynikiem albo braku badań, albo złych badań (takowe też nietrudno zrobić), albo źle zinterpretowanych badań. Tak jak to było z New Coke. Zadać pytanie tak, by dostać PRAWDZIWĄ odpowiedź, a potem przełożyć ją na wnioski dla marketingu, to wielka sztuka.

Są zresztą przypadki, kiedy strategia marki  jako taka badań specjalnie nie potrzebuje. Ale już tzw. "egzekucja" - jak najbardziej. Zapraszamy do testowania nowych opakowań razem z Inquiry.

Więcej o agencji badawczej Inquiry: www.inquiry.com.pl

 

 

 

 

 

 

Komentarze (0)
Komu kryzys doda skrzy(yy)deł?
 Oceń wpis
   

 

 Gdy  65 milionów lat temu w Ziemię uderzył gigantyczny meteoryt, zmiany w klimacie spowodowały wyginięcie dinozaurów i koniec ich dominacji na Ziemi. Ten kataklizm stworzył korzystne warunki do rozwoju nowych gatunków, w tym ptaków i ssaków.

Obecne zawirowanie na światowych rynkach także prawdopodobnie spowoduje, że  rozwijać się będą nie firmy największe, tylko te najlepiej przystosowane do nowych warunków.

Patrząc na to w polskiej skali, widzimy ogromną szansę dla mniejszych przedsiębiorstw, które dotychczas z trudem walczyły o swoje miejsce na rynku pomiędzy wielkimi korporacjami. Firmy, które nie są podporządkowane decyzjom z odległej centrali, mogą szybko reagować na zmieniające się potrzeby konsumentów. Teraz, gdy w największych firmach budżety marketingowe zostały poobcinane, łatwiej będzie z nimi konkurować.  Dobra wiadomość: dzięki nowym technologiom, zarówno reklama, jak i badania marketingowe mogą być znacznie tańsze niż myślicie. Nie musicie koniecznie być w telewizji, by dotrzeć do milionów konsumentów; wciąż jednak liczy się przemyślana, spójna wizja.

Cytując Harved Business Review (luty 2009): firmy, które pochopnie obcinają wydatki marketingowe w czasach kryzysu, w przyszłości często muszą  wydać znacznie więcej, by odzyskać swoją pozycję. Właśnie dlatego, że ktoś inny zabrał już ich miejsce…

Jeśli dochodzące do nas zapytania od klientów są jakąś miarą, to ewidentnie polskie firmy dostrzegły nową szansę. Już po raz kolejny realizujemy w tym roku projekty badawcze dla firm, które wcześniej nigdy zamawiały badań – bo gdy wszystko szło dobrze, nie było takiej potrzeby. Aby się dostosować do nowego klimatu, trzeba zmierzyć temperaturę i prędkość wiatru. W nowych warunkach rynkowych  badania marketingowe są pierwszym krokiem do dalszych działań.

Więcej o agencji badawczej Inquiry: www.inquiry.com.pl

 

 

 

Komentarze (0)
Czego pragną kobiety?
 Oceń wpis
   

Znów 8 marca - dobra to chwila, by marketerzy przyjrzeli się nowym trendom, które sprawiają, że współczesna kobieta wymyka się stereotypom.

Warto sobie uświadomić, że kobiety w Polsce nie są:

  • gotowymi do wszelkich poświęceń matkami i żonami, dla których biel mężowskiego kołnierzyka i blask podłogi w kuchni stanowi treść życia
  • wojującymi feministkami, gotowymi zamordować każdego mężczyznę tylko za to, że chodzi po ziemi
  • bezwolnymi maszynkami do robienia zakupów, ogłupionymi przez reklamy
  • niewolniczkami diet i kosmetyków wyszczuplających
  • kurami domowymi

... a tymczasem, oglądając niejedną reklamę mam wrażenie, że reklamodawcy właśnie tak postrzegają swoją grupę docelową. Albo w ogóle nie biorą pod uwagę, że to kobiety używają i kupują ich produkty.

Zaś kobiety, także te, z którymi rozmawiamy przy okazji badań marketingowych, stają  się od kilku już lat coraz bardziej świadome swojej wartości, coraz częściej realizują swoje marzenia i  hobby - czasem bardzo egzotyczne. Są inteligentne, ciekawe świata - a jednocześnie obowiązkowe i pracowite. Próbują osiągnąć równowagę pomiędzy życiem rodzinnym i karierą zawodową, pomiędzy dziećmi i własnymi zainteresowaniami...  Żyjemy w czasach prawdziwej  emancypacji. To dobry moment, by przyjrzeć się temu trendowi i zastanowić się, co z tego wynika dla nowych produktów, komunikacji i całości działań marketingowych.

Może Twój produkt wymaga stworzenia kobiecej wersji, uwzględniającej odmienną ergonomię, stylistykę, styl życia, wreszcie potrzeby?

Może Twoja komunikacja wymaga "przestrojenia", aby lepiej docierać do dzisiejszych kobiet?

Może należałoby pomyśleć o usługach dodatkowych, które ułatwią kobietom zakup Twojego produktu?

Może warto zauważyć, że przy wyborze produktów uważanych tradycyjnie za "męskie", kobiety mają coraz częściej decydujący głos przy podejmowaniu decyzji? Że to kobiety zajmują się często remontem mieszkania, zakupem samochodu, budową domu i organizacją całego domowego życia? A jakże, na dodatek prowadzą firmy, korzystają z usług finansowych, podróżują i kupują sprzęt elektroniczny. Co za czasy...

Więcej o agencji badań rynku Inquiry: www.inquiry.com.pl

 

 

Komentarze (0)
Brief badawczy, czyli proza życia
 Oceń wpis
   

Brief badawczy to wielka, mała rzecz od której wszystko się zaczyna.

Kiedy w głowie Klienta powstaje myśl, by przeprowadzić badanie marketingowe, wraz z nią pojawia się tysiąc pytań. Jak, z kim, gdzie, co zbadać,  jaką metodą, jak duża próba, co zrobić z wynikami, czy moje tajemnice będą bezpieczne… i wiele, wiele innych. W końcu pozostaje już tylko jeden dylemat : którą agencję wybrać?

Szczerze mówiąc dobre zapytanie to obecnie bardzo rzadkie zjawisko.
Częściej zapytanie na temat projektu badawczego wygląda następująco:

"Proszę o wycenę badania reprezentatywnego, w całej Polsce"
"Interesuje nas test produktu. Termin: grudzień"
"Ile kosztuje przeprowadzenie badania jakościowego na temat wizerunku marki"
"Ile kosztuje End User Research. Produkt i grupa docelowa jest tajemnicą”.

Na takie pytania mam jedną odpowiedź: a ile kosztuje samochód?

Obawa przed ujawnieniem tajemnic i planów firmy zlecającej badania jest ogromna. Zdarza się, że wprowadzamy nowatorski produkt, innowacyjne opakowanie  i martwimy się, że informacje o nim „wypłyną do konkurencji”. Niepotrzebnie. Jeśli chcemy się zabezpieczyć wystarczy zaproponować podpisanie odpowiedniej umowy o zachowaniu tajemnicy.

Takie umowy to standard w badaniach międzynarodowych. Wszystkie osoby biorące udział w badaniu, mające kontakt z wewnętrznymi materiałami firmy, podpisują zobowiązanie do zachowania poufności. Często również podpisują je respondenci.

Wiem, że ostrożność w tym względzie jest często wynikiem przykrych doświadczeń. Ale doświadczenia te dotyczą obu stron: klientów agencji badawczych i samych agencji. Zaufajmy sobie wzajemnie. Tak jest... taniej.

Komentarze (0)
Jak szybko i tanio testować reklamy
 Oceń wpis
   

Firmy, które inwestują w kampanie reklamowe, często stoją przed dylematem - która wersja reklamy będzie najbardziej skuteczna? Czy przypadkiem nie wydajemy dużych pieniędzy w ciemno?

Lekarstwem na tego rodzaju dylematy jest rzecz jasna testowanie reklam - do niedawna jednak wiązało się to ze sporymi wydatkami na wynajęcie odpowiedniego studia, rekrutację właściwych osób, przeprowadzenie wywiadów i analizę danych. A ponadto wymagało czasu, którego w takich sytuacjach zawsze brakuje.

Teraz, dzięki rozwojowi panelu internetowego GaduSonda,  reklamodawcy otrzymują narzędzie do szybkiego testowania reklam (nie tylko telewizyjnych)  w wystandaryzowanym badaniu internetowym OcenReklame - AdRatings. Badanie jest oparte o prosty kwestionariusz, który umożliwia stworzenie normatywnej bazy danych. Istnieje również możliwość dodawania pytań na indywidualne potrzeby. Jedno z pytań przewiduje indywidualnie dopasowane skale.

Ankieta demonstracyjna: kliknij tutaj (należy włączyć głośniki!).

Badanie może być adresowane do wybranej grupy docelowej, sprofilowanej ze względu na kryteria demograficzne czy konsumenckie. Realizacja badania trwa 1 dzień.  Warto spróbować!

Więcej informacji: http://www.inquiry.com.pl/_pl/?action_main=reklamy 

 

 

Komentarze (0)
Lubimy Walentynki
 Oceń wpis
   

 Kochamy Dzień Zakochanych! Trzy czwarte uczestników badania GaduSonda zamierzało obchodzić Walentynki i aż 90% to jego zwolennicy.

Jak wynika z internetowej ankiety, dzień Świętego Walentego, czyli popularny Dzień Zakochanych, internauci spędzają najchętniej z ukochaną osobą (62%). Co piąty obchodzi to święto w kręgu bliskich przyjaciół, z wybranymi znajomymi.

Użytkownicy komunikatora Gadu-Gadu uważają Walentynki za Święto Zakochanych (85% respondentów), według ponad połowy (52%) jest to wręcz święto miłości. Co druga osoba trafnie zauważa, że w dniu 14 lutego Walenty obchodzi imieniny.

Ponadto:

- 75% pytanych uważa, że Walentynki to bardzo miłe i radosne święto;
- internauci lubią dostawać i wysyłać życzenia oraz prezenty z tej okazji (66%);
- połowa badanych sądzi, że jest to specjalny dzień tylko dla zakochanych (54%);
- sporo osób zauważa jednocześnie, że Walentynki są zbyt przereklamowane (44%), traktowane jako okazja handlowa, święto wymyślone tylko dla celów komercyjnych (46%);
- spora część badanych ma świadomość tego, że Dzień Świętego Walentego jest świętem, które zostało zapożyczone z USA (40%).

Badanie przeprowadzono dzięki usłudze GaduSonda. W sondzie walentynkowej wzięło udział 1.075 osób, zaś realizacja trwała 1,5 dnia i została przeprowadzona w dniach 11-12 lutego.

GaduSonda to obecnie liczba ponad 10 tysięcy panelistów w głównym panelu badawczym. Rekrutacja opiera się na wielomilionowej społeczności użytkowników komunikatora Gadu-Gadu.

Uczestnikami  programu badawczego GaduSonda są w dużej mierze ludzie młodzi, z niewielką przewagą mężczyzn (52%), połowa z nich uczy się lub studiuje. Z drugiej jednak strony blisko 40% panelistów pracuje zawodowo, co czwarty ma dzieci.

 

 

 

 

 

Komentarze (0)
Wizerunek marki
 Oceń wpis
   

Rzecz trudno uchwytna, a jednak ważna. Gdy na półce w sklepie stoi obok siebie 10 marek wody mineralnej w zbliżonej cenie, co decyduje o wyborze? Właśnie wizerunek, czyli wypadkowy wynik wszystkiego, co konsument o marce wie, czego doświadczył i co usłyszał. Tak samo jest, wbrew pozorom, na rynkach b2b.

Wizerunek marki to jendak termin wymyślony na potrzeby marketingu. Zwykły konsument automatycznie dzieli marki na te, które naprawdę lubi i te, które rozważa przy zakupie i te, po które nie sięgnie.  Na ogół te decyzje nie są w pełni uświadomione, a próby ich racjonalnego uzasadnienia wiodą najzwyczajniej w świecie na manowce.

Zadaniem badacza jest oczywiście diagnoza wizerunku marki. Nie to jest całkiem proste, z uwagi właśnie na to, co powyżej.  Pytając wprost, nie dowiemy się jednak wiele poza ogólną oceną.

Osobiście uważam, że najwięcej możemy się dowiedzieć, łącząc ze sobą badania jakościowe z wywiadami w sytuacji zakupu - np. w sklepie. Najlepsze wyniki można uzyskać, gdy uruchomimy spontaniczne skojarzenia z markami i damy pole do wyobraźni. Kim jest Milka jako osoba? Jak wygląda planeta Orlen?  W bardziej rozbudowanej postaci, konsumenci wymyślają całe scenariusze z udziałem znanych im marek. Z tej zabawy jest niemały pożytek; często dowiadujemy się o markach więcej, niż dałoby się powiedzieć "tak po prostu". A oto przykład:

"X pojechała na przyjęcie, bo dostała darmowe zaproszenie. Podwiózł ją szef , sama nie ma samochodu. Jest ubrana w pożyczoną sukienkę."

Zadziwiające jest to, że otrzymany w ten sposób wizerunek jest na ogół niesłychanie spójny, nie tylko na poziomie abstrakcyjnym (np. skojarzenie marki ze statusem),  ale także w szczegółach (wymienione symbole statusu).

Więcej informacji znajdziesz w Klubie Inquiry (po zalogowaniu): http://www.inquiry.com.pl/_pl/index.php?action_main=archive&action=alist&type=3 

 

Komentarze (0)
Twoje ceny, czyli gałąź, na której siedzisz
 Oceń wpis
   


Coraz częściej słychać, że recesja w Polsce dosięga również rynku konsumenckiego. Na rynkach b2b już od dobrych 6 miesiecy  mówi się wyłącznie o cięciu budżetów. Ciśnienie na rynku niewątpliwie wzrosło ogromnie. Co zrobić, by w trudnej sytuacji utrzymać sprzedaż na wystarczajacym poziomie.

Najprostszym rozwiazaniem, po które jednocześnie łatwo sięgnąć, nasuwa się samo: obniżmy ceny. Trzeba jednak zastanowić sie przez chwilę nad konsekwencjami takiego posunięcia:

1) czy obniżenie cen nie zachwieje rentownością sprzedaży?
2) czy nie zachwieje zaufaniem klientów do naszej marki?
3) gdy wyjdziemy z recesji, czy będziemy w stanie odbudować poprzedni poziom cen?

Solidna analiza często pokazuje, że obcięcie cen może być równoznaczne z obcięciem gałęzi na której siedzimy. Warto pomyśleć o innym rozwiązaniu. 

Nietrudno przy tym zauważyć, że w ciągu ostatnich kilku miesięcy postawy klientów uległy istotnej zmianie, właściwie niezależnie od kategorii produktów. Jeśli Twoi klienci kupują coraz mniej Twoich produktów, nie musi  jednak świadczyć o tym, że cena istniejącego produkty jest za wysoka per se. Warto zastanowić się zatem nie tyle nad obniżeniem cen, co nad poszukaniem takiej oferty, by w zmienionych warunkach klient dostrzegł jej wartość. To mogą być tańsze produkty (choć niekoniecznie takie same, jak w dotychczasowej linii), ale też inny poziom serwisu, czy nietypowy kanał sprzedaży... Innym słowy, trzeba od nowa poznać potrzeby klientów.

Przypomnimy w tym miejscu, że i w badaniach marketingowych można wiele osiągnąć w tym zakresie. Pisząc brief badawczy, możecie zrezygować ze ściśle reprezentatywnej próby czy też z badania wszystkich możliwych segmentów. Warto porozmawiać z agencją, jakie są opcje tańszej realizacji i z czym się wiążą, jeśli chodzi o jakość danych.

A jeśli nie korzystaliście dotychczas z badań internetowych, być może to właśnie jest dobry moment, by spróbować? Dla Czytelników bloga mamy ofertę specjalną. :)

Wiecej informacji: www.inquiry.com.pl

Komentarze (0)
Jaka zima, taki kryzys
 Oceń wpis
   

 Co potrafią media, żeby tylko mieć materiał do mielenia słów na papkę, widać było na przykładzie ostatnich zjawisk meteorologicznych.

Dowiedzieliśmy się mianowicie, że -20 C to arktyczne mrozy,  w ogóle zima w styczniu rzecz niezwykła, a śnieg to już w ogóle sensacja... i tak bla bla bla, aż  papier się zadrukuje, czas antenowy zapcha. I tylko człowiek zaczyna się zastanawiać, czy aby na pewno jest jeszcze normalny - skoro go zima w zimie nie zadziwia? Jakoś mnie nie zadziwia.

Tak to obfitość mediów i mnogość kanałów informacji nie sprawia jeszcze, że wiemy więcej... chciałoby się w tym miejscu trochę porozdzierać szaty nad stanem intelektualnym mediów, ale myślę że z tej prostej obserwacji wynika jednak pozytywny morał.

Mianowicie: może jednak z kryzysem jest tak samo, jak z zimą? Że jest, każdy widzi, ale może nie najstraszniejszy od Wielkiej  Depresji? Może sami daliśmy się wciągnąć w medialną pułapkę, która doskonale wyczuwa, że strach ma wielkie oczy? Może warto się nie załamywać i po prostu robić swoje?

Czego wszystkim Czytelnikom i sobie życzę

Komentarze (1)
I kto to kupi?
 Oceń wpis
   

czyli o tym, jak firmy odzieżowe mogą znaleźć własnych klientów

 
Anka lubi odkreślać strojem swoją indywidualność. Jej zakupy są starannie przemyślane – każda nowa rzecz poszerza jej niecodzienne „kreacje”. Ma swoje ulubione sklepy, w których poszukuje niebanalnych, unikatowych sztuk. Alina urodziła dziecko i zmieniła rozmiar z 38 na 44. Chciałaby nadal ubierać się swobodnie i młodzieżowo, nestety, jej dawne sklepy nie prowadzą takiego rozmiaru. Katarzyna ceni sobie wygodę i oszczędność czasu. Większość ubrań zamawia z katalogu, a jej styl się przez ostatnie 10 lat nie zmienił. Preferuje ubrania umożliwiające aktywny tryb życia, choć od czasu do czasu wkłada stroje bardziej podkreślające kobiecość. Olga nie zarabia zbyt wiele, ale ma duże ambicje. Jest zawsze ubrana nienagannie, w klasycznym, biznesowym stylu. Jeśli coś kupuje, to tylko rzeczy w dobrym gatunku, ponieważ jej zdaniem w ostatecznym rachunku to się bardziej opłaca. Lidka kupuje ubrania niemal nałogowo. Nie potrafi spokojnie przejść koło nowego fasonu bluzeczki. W jej ubraniu zawsze są modne akcenty. Dba o dodatki i starannie dobiera wszystkie elementy stroju.
 
Ubranie jest dla większości ludzi ważnym elementem budowania własnego wizerunku. Stosunek do ubrania, niezależnie od poglądów na temat mody, jest zawsze bardzo osobisty. Rzadko kupujemy ubrania dlatego, że ich autentycznie potrzebujemy. Kupujemy ubrania, ponieważ chcemy je mieć, cieszy nas sam moment zakupu. Nowe ubranie sprawia, że czujemy się lepiej. Odpowiednie ubranie pomaga nam definiować samych siebie wobec otoczenia.
 
Rozejrzyjmy się wśród znajomych. Przypatrzmy się ludziom na ulicy. Na pewno bez trudu dorzucimy wiele innych postaw wobec stroju i kupowana ubrań. Każda z tych osób kupuje nieco inną odzież – jeśli dobrze poznamy ich motywacje i potrzeby, będziemy wiedzieli, do jakiej grupy skierować nasze działania marketingowe. Będziemy wiedzieli, co zrobić, aby chcieli kupić właśnie nasze propozycje.
 
 
Zacznijmy od odpowiedzi na najważniejsze pytanie, od której zależy nasz rynkowy sukces: kto kupi nasze ubrania? Firmy odnoszące największe sukcesy zgodnie twierdzą, że tą odpowiedzą jest segmentacja potencjalnego rynku i wybranie dobrze zdefiniowanej grupy docelowej. Na rynku odzieżowym dwa elementy segmentacji stosowane powszechnie – to oczywiście zakres rozmiarów (dzieci, młodzież, dorośli) i cena. To jednak zdecydowanie za mało, by konsument mógł zaklasyfikować markę odzieżową jako „swoją”. Wybór ubrania zależy od preferencji, stylu, osobowości i pozycji zawodowej konsumenta, a także – nie zapominajmy – jego (jej) figury...
 
 
Producenci ubrań i sieci sklepów mogą wiele zyskać, pogłębiając swoją wiedzę o konsumentach i ich potrzebach – tym bardziej, że postawy i preferencje konsumentów w Polsce szybko się zmieniają. Obecne preferencje poznaliśmy dzięki zrealizowanemu w listopadzie sondażowi internetowemu w ramach projektu "Gadu Sonda".
 
PS. Dane z sondażu dotyczącego marek odzieżowych dostępne są na życzenie
 
Więcej informacji: www.inquiry.com.pl
 
 

 

Komentarze (0)
My wiemy wszystko o rynku
 Oceń wpis
   

Takie słowa zdarza mi się słyszeć od niektórych przedsiębiorców. To nic, że konkurencja buduje swoją pozycję rynkową dzięki stałemu śledzeniu potrzeb klientów, trendów rynkowych i tak dalej. My wiemy, czego potrzebuje rynek.

Siłą nikogo nie zbawisz i nawet nie warto próbować. Ale czasem widzę rezultaty działalności firm, w których słyszymy, że badania marketingowe są im niepotrzebne... 

Widujemy również kampanie reklamowe, które na pewno nie przeszły przez jakiekolwiek sito krytycznej oceny. Na początek załączam reklamę płytek ceramicznych. Na szczęście dla reklamodawcy, mało kto zauważył, mimo że nośniki były duże i kampania dość intensywna. Tylko czy to było celem tej kampanii?

Zdjęcia reklam zamieszczam dzięki uprzejmości firmy Expert Monitor z Wrocławia. Dziękuję za udostępnienie!

 

Komentarze (0)
Co może emeryt
 Oceń wpis
   

... czyli o konsumentach, których ignorujemy.

Polskie społeczeństwo się starzeje, a najszybciej rośnie grupa osób powyżej 65 lat .  
Starzenie się to najsilniejszy trend demograficzny, który istotnie wpłynie na zmianę polityki społecznej i strategii biznesowych.
 
Ludzi po 65. roku życia jest w Polsce już ponad 5 mln. To duża i najszybciej zwiększająca się grupa konsumentów o rosnących możliwościach. Już teraz z badań wynika, że zachowania i potrzeby konsumenckie emerytów nie zawsze  są zgodne ze stereotypami. Emeryci nadrabiają braki w wyposażeniu, remontują mieszkania, kupują w hipermarketach. W 2007 r. kupili 100 000 telefonów komórkowych i 70 000 odtwarzaczy DVD.
 
Emeryci jako grupa społeczna nie są biedni – gospodarstwa domowe emerytów dysponowały w 2007 roku kwotą ok. 76 mld zł. Notują więc większy dochód na osobę niż gospodarstwa pracowników, nie mówiąc o rolnikach, rencistach czy bezrobotnych. Dochody emerytów ustępują tylko grupie gospodarstw domowych osób pracujących na własny rachunek.  Z tych 76 mld znaczna część została w sklepach. (dane z GUS)
 
W wiek emerytalny niedługo wkroczą ludzie, któzy zdążyli skorzystać na transformacji.  Mają rozbudzone potrzeby konsumenckie, są nastawieni bardziej materialistycznie i skoncentrowani na sobie. Korzystając z nowych możliwości, emeryci będą chcieli pełniej cieszyć się życiem i odsunąć fizyczną starość najdalej, jak się da. Obserwowana przez nas zawartość koszyka przyszłych emerytów świadczy też  o zupełnie innym podejściu do konsumpcji. W niedalekiej przyszłości seniorzy będą ważną grupą docelową.

Tymczasem w marketing pracują na ogół ludzie młodzi, którzy najwyraźniej nie dostrzegają znaczenia tego trendu. W badaniach marketingowych rzadko zdarza sę zlecenie obejmujące osoby powyżej 45. roku życia. Co tracimy? Nietrudno policzyć...

Więcej informacji: www.inquiry.com.pl 

Komentarze (0)
Idź do sklepu!
 Oceń wpis
   

... czyli o marketingu w czasach recesji

Nie wiemy jeszcze, jak potoczą się losy światowej gospodarki, ale żyć jakoś trzeba. I sprzedawać też ... Niewątpliwie działy marketingu będą się znajdowały pod sporym ciśnieniem, aby jak najszybciej dostarczać wyniki w postaci zwiększonej sprzedaży. Trudno będzie przekonać dyrektora finansowego do inwestycji w wizerunek marki,  być może plany wprowadzania nowych produktów zostaną zawieszone, przynajmniej na jakiś czas. Zapwene mniejsze budżety będą przeznaczane na badania, więc trudniej będzie podejmować właściwe decyzje.

Co w takiej sytuacji może zrobić marketer? Ano może sięgnąć po narzędzia, które przynoszą efekty w krótkoterminowej skali przy niewielkich kosztach. Chodzi oczywiście o marketing w miejscu sprzedaży. Przy okazji, aby uzyskać informacje o zmianach w postawach i zachowaniach konsumentów, też warto zerknąć tam, gdzie faktycznie podejmowane są decyzje. Zresztą nie tylko w sklepie, także w salonach obsługi czy punktach serwisowych. Klient wyświadcza nam ogromną przysługę - mianowicie przychodzi sam, z własnej woli. Jedyne co musimy zrobić, to nie przegapić tej okazji!

Innymi słowy, warto zainteresować się w większym stopniu działaniami z zakresu POS. Sklep to miejsce komunikacji i edukacji konsumenta, ale także możliwość obserwowania procesu podejmowania decyzj, wpływania na ten proces i uzyskania ważnych informacji o zachowaniach klientów. A wszystko znacznie mniejszym kosztem niż reklama w mediach  lub wielkie sondaże. Gdy budżet chudy, a wymagania duże, trzeba poszukać metod mądrego wydania pieniędzy. Skutki działań POS widoczne sa natychmiast, a wyniki badań realizowanych w sklepach przynoszą bardzo konkretne wnioski mimo niewielkich nakładów. Więc pora iść do sklepu. 

 Więcej o badaniach marketingowych w miejscu sprzedaży: www.inquiry.com.pl

Komentarze (0)
Konsolidacja w handlu
 Oceń wpis
   
Handlowe newsy ostatniego  roku są zdominowane przez informacje o działaniach konsolidacyjnych polskich sieci handlowych. To na polskim rynku dość nowe zjawisko; wszystko wskazuje na to, że polscy handlowcy odrobili lekcje ze strategii i z nowym zapałem walczą o swoje miejsce na rynku. To już nie drobni sklepikarze, którzy z trudem łączą się w grupy zakupowe; to prawdziwi przedsiębiorcy.
 
Przejęcia dotyczą nie tylko największych graczy na polskim rynku, takich jak Emperia; także mniejsze, choć silne sieci łączą swoje siły. Można tu wymienić grupę Eko Holding (która po serii przejęć planuje zadebiutować na giełdzie) czy też Bomi (przejęcie Rabatu Pomorze).Każda z tych transakcji ma nieco inny charakter: można więc śmiało powiedzieć, że polskie sieci potrafią znaleźć własną drogę i realizować indywidualne plany rozwoju.
 
Do niedawna mówiło się, że mniejsze sklepy mogą konkurować z super- i  hipermarketami przyjazną obsługą i znajomością klienta. To jednak w nowoczesnym handlu nie wystarczy – potrzebny jest know-how, logistyka, zaplecze magazynowe, a także możliwość zaoferowania dostawcom ciekawych warunków współpracy. W dalszej perspektywie tylko duże firmy będą mogły wytrzymać konkurencję. Procesy rozpoczęte na rynku spożywczym ogarnaiją takzę inne branże - ostatnio na przykłąd sieci odzieżowe.
 
Nie bez znaczenia są inwestycje w marketing i obsługę klienta – własne karty kredytowe i lojalnościowe (np. Polokarta), konsekwentna wizja marki (np. Alma), nowoczesny merchandising.
 
Paradoksalnie, konsolidacja polskich sieci ułatwi zadanie firmom zagranicznym  – gdy kolejna korporacja zainteresuje się przejęciami na polskim rynku, dostępne będą w pełni dojrzałe firmy, dostatecznie duże, by transakcja miała dla obu stron  sens. Wciąż jednak nie ma polskich sieci, których przejęcie dawałoby choćby 5%  udziału w rynku detalicznym FMCG. To pokazuje, jak bardzo rozdrobniony jest wciąż nasz rynek. Wbrew pozorom, nie jest to bardzo korzystna stuacja - wprawdzie drobny  handel utrzymuje tysiące miejsc pracy, ale jako całość jest bardzo nieefektywny. Kosztem klientów.
Komentarze (0)
Strategie na trudne czasy
 Oceń wpis
   
Wszystko wskazuje na to, że i w Polsce kryzys będzie mocno odczuwalny. Co w takiej sytuacji powinny zrobić firmy? Jaka strategia pozwoli nie tylko przetrwać, ale wyjść mocniejszym ze światowej  zawieruchy?

Giełdy lecą w dół bez końca, konsumenci przestają wydawać pieniądze - taki czarny scenariusz  zaczyna się nam rysować przed oczami.  Tymczasem co dla jednych jest kryzysem, dla drugich jest szansą!

Oczywiście, wybór strategii zależy od aktualnej pozycji firmy i sytuacji na rynku. Ale recepty na czas kryzysu są wbrew pozorom bardzo proste:

1) Jeśli płynność Twojej firmy nie jest zagrożona, szukaj nowych możliwości wzrostu. Kupuj firmy, które pomogą Ci rozwinąć działalność w nowych obszarach bądź  po prostu konkurentów. Konsoliduj swoją pozycję na podstawowym rynku.

2) Jeśli takich możliwości brak, optymalizuj istniejące procesy. Skup się na efektywności sprzedaży, działaniu strony internetowej, nie przepuść żadnego potencjalnego klienta.

3) Nie obniżaj cen! Wojna cenowa zgubi wszystkich, Ciebie też. Staraj się zakomunikować klientom autentyczną wartość swojego produktu.

4) Jeśli grozi problem z płynnością, przede wszystkim staraj się uwolnić gotówkę i ciąć koszty. Pozbądź się niepotrzebnych zapasów, negocjuj z dostawcami, albo w ogóle ich zmień. Szukaj źródeł oszczędności, eliminuj marnotrawstwo czasu i surowców. Możesz teraz zacząć stosować procedury Lean Management.

5) Zwiększaj też efektywność niezbędnych inwestycji - przez skierowanie zasobów tam, gdzie spodziewany zwrot będzie największy, nawet  kosztem zamknięcia pewnych obszarów działalności.

A badania marketingowe? Tak, właśnie w czasach kryzysu są szczególnie niezbędne! 

Zrealizowanie pierwszych trzech punktów bez badań marketingowych jest po prostu niemożliwe, albo skutek jest poniżej optymalnego. A na to nie możesz sobie teraz pozwolić.

Jeśli rozważasz punkt czwarty lub piąty jako główny element strategii, poszukaj takich metod badawczych, które przynoszą potrzebne informacje mniejszym nakładem kosztów. Czy na pewno sondaż musi być ogólnopolski? Czy na pewno próba losowa? A może inaczej? Istnieją metody badawcze, które może nie pretendują do roli "naukowo uzasadnionych", ale sprawdzają się w praktyce. Ponadto kieruj budżety badawcze tam, gdzie pomyłka miałaby najpoważniejsze skutki. 

Jeśli w pierwszym odruchu chcesz zmniejszyć budżet badawczy, pomyśl po raz drugi. W trudnych czasach trzeba podejmować wyważone decyzje, poparte faktami - w takich sytuacjach najlepsza intuicja bywa bardzo zawodna. Badania marketingowe to metoda umożliwiająca zmniejszenie ryzyka. Tego właśnie potrzeba w trudnej chwili!

 

 

 

 

 

 

 Więcej o badaniach marketingowych: www.inquiry.com.pl

Komentarze (1)
Dzień Konsumenta
 Oceń wpis
   

Dzień Konsumenta, który właśnie obchodziliśmy, jest trochę jak Dzień Kobiet: najlepiej by było, gdyby w ogóle nie był potrzebny. Samo istnienie takiego dnia najlepiej mówi, że klient to jednak nie dla wszystkich pan czy pani.

W rzeczywistości dzień konsumenta trwa cały rok. Bo to konsument decyduje o tym, kto odniesie sukces na rynku - czyni tak dzień w dzień, kupując bułki i mleko, proszek do prania i rower, wycieczkę zagraniczną i mikser, polisę i telefon. A każda wizyta w sklepie, każdy kontakt z produktem i marką zwiększa jego zasób doświadczeń i wpływa na przyszłe decyzje.

Czy opłaca się denerwować klienta złą obsługą, łamać jego prawa, a choćby nadawać reklamy, które mają się nijak do jego potrzeb? Czy opłaca się ignorować jego głos?

Ten głos przecież łatwo usłyszeć - to my, badacze rynku, staramy się przekazać producentom i firmom usługowym opinie konsumentów. Rozmawiając z konsumentami, badacze Inquiry codziennie mają okazję dowiedzieć się, jak daleko jesteśmy w Polsce od autentycznego słuchania, co jest dla nich ważne. Czasem aż trudno uwierzyć, dopóki się nie zobaczy na własne oczy...

- w salonie operatora komórkowego sprzedawca zapytany, w jaki sposób aktywować usługę dodatkową, wręcza klientowi ulotkę, w której nic nie ma na ten temat
- w sklepie odzieżowym klientka (zamożna!) słyszy od obsługi, że rozmiaru 44 nie ma, bo to nie pasuje do wizerunku marki
- wciąż brak produktów w małych porcjach, dostosowanych do potrzeb osób mieszkających samotnie
- trudno zjeść coś w podróży, nie ryzykując utraty zdrowia (już nie mówiąc o wrażeniach smakowych i estetycznych)
- nazwa marki jest wydrukowana na opakowaniu wielkimi literami; ale jeśli chcecie odgadnąć, czy to płyn do prania, wybielacz, zmiękczacz do tkanin czy może jeszcze coś innego - musicie mieć zdolność do odczytania najmniejszej czcionki, jaka istnieje
- strona internetowa linii lotniczych wyświetla nieaktualne informacje, próba zakupu biletu kończy się komunikatem "błąd techniczny", ale kwota zostaje ściągnięta z konta - teraz konsument musi to wszystko "odkręcić". I tak dalej...

W tym miejscu wypada zaznaczyć, że nie wszystkie firmy są głuche na to, co konsumenci chcą im przekazać. Gdy widzicie w sklepie lepsze produkty, w telewizji ciekawsze reklamy, spotykacie się z lepszą obsługą - możecie być pewni, że stoi za tym praca ludzi, którym konsumenci nie są obojętni!

Dzień Konsumenta to również okazja, by podziękować wszystkim uczestnikom sondaży, wywiadów grupowych, telefonicznych i wszelkich innych. W imieniu swoim i naszych klientów dziękujemy za wszystkie Wasze wypowiedzi. To Wy, konsumenci, decydujecie o tym, co się w przyszłości będzie działo na polskim rynku.

Komentarze (2)
Co to jest touchpoint i dlaczego powinieneś to wiedzieć
 Oceń wpis
   

Kilkanaście lat temu kupiłam pralkę pewnej renomowanej firmy (dla utrudnienia dodam, że nazwa kojarzy się z odkurzaczem). Pralka do dziś działa bez zarzutu i na dodatek wygląda nadal przyzwoicie - emalia nie odpryskuje, plastik nadal jest biały. Od tego czasu - jeśli tylko się dało - wszystkie sprzęty AGD kupowałam z tej właśnie firmy. Wśród nich znalazła się zmywarka. Mimo wysokich cen firma zapracowała na moją lojalność dzięki naprawdę dobrym produktom. I oto co się zdarzyło pewnego dnia...

Zachciało mi się wymienić kosz w zmywarce, wysyłam więc email do serwisu, czekam -  brak odpowiedzi. Dzwonię po paru dniach i okazuje się, że nie można tego załatwić telefonicznie ani przez internet, muszę przyjechać osobiście i wpłacić zaliczkę.  Serwis czynny w takich godzinach, żeby wizyta wymagała spóźnienia się do pracy bądź wcześniejszego wyjścia (dobrze, że przynajmniej mieszkam w dużym mieście). Mija parę tygodni, w końcu się mobilizuję. Jadę.

W serwisie dowiaduję się, że znajomość modelu wypisanego na froncie urządzenia nie wystarczy, pod tym symbolem kryją się 3 różne typy i muszę dostarzyć tajemniczy, 9-cyfrowy kod. Z nadzieją, że zastanę kogoś w domu proszę recepcjonistkę o udostępnienie telefonu. Znalezienie właściwego kodu wymagało 5-minutowej telekonferencji , w czasie której usłyszałam: "Proszę szybko kończyć, bo prezes nie pozwala tyle rozmawiać". Trochę mnie zamurowało.

Ale to nie koniec. Wszystkie potrzebne mi części - kosze i rolki - kosztują coś z 600 zł, niemal pół tego, co nowa zmywarka. Wpłacam zaliczkę (150 zł)  i zostaję poinformowana, że jeśli zgubię kwitek, to stracę te pieniądze (wpłata odnotowana w systemie komputerowym). Termin realizacji nieznany: "jak będzie, to się skontaktujemy". Wydając kwitki, recepcjonistka jeszcze raz na mnie fuknie, że rachunek za moją rozmowę będzie musiała pokryć z własnej kieszeni.  Najgorsze jest to, że nie mam wyboru - większość punktów serwisowych w Warszawie należy do tej samej firmy. Jakoś nie mam ochoty na ponowną wizytę. Mam wrażenie, że przy następnym zakupie  moja lojalność się istotnie zmniejszy - z powodu rozmowy wartej może złotówkę...

To właśnie był touchpoint. Czas i miejsce, w którym klient ma kontakt z marką. Było ich nawet kilka - email, rozmowa telefoniczna, wizyta w serwisie. Tak, to był kontakt z marką producenta, choć serwis jest prowadzony przez inną firmę.

No cóż, na wizerunek marki składa się także opinia na temat obsługi posprzedażnej. Może to się liczy i dla pozostałych klientów ? Może producent powinien  interesować się ich losem? A może warto przyjrzeć się, jak podobne sytuacje wyglądają w przypadku Twojej firmy? Czy klienta czekają nieprzyjemne niespodzianki, o których nawet nie masz pojęcia - bo do głowy Ci nie przyszło, że ktoś może tak postąpić?

Na koniec dobra wiadomość - touchpointy można identyfikować, mierzyć ich wpływ na opinie i zachowania klientów, a także zarządzać ich efektywnością. Wystarczy chcieć. No i trochę odwagi też nie zaszkodzi.

Komentarze (1)
Czy warto robić badania rynku?
 Oceń wpis
   

Wbrew obiegowej opinii, badania rynku są nie tylko dla dużych firm i wcale nie wymagają ogromnych nakładów. Jeśli uważasz że nie stać Cię na robienie badań, to jesteś w błędzie - choć takich jak Ty jest całkiem niemało.

Wystarczy jednak policzyć z ołówkiem w ręku. Typowa sytuacja to wprowadzenie na rynek nowego produktu bądź emisja reklamy w telewizji. W średniej wielkosci firmie z branży FMCG będzie to wydatek rzędu co najmniej 1 mln zł.

Tymczasem wystarczy mniej niż 5% tej kwoty, by wykonać bardzo przyzwoity projekt badawczy. Może się zdarzyć, że wynikiem będzie rezygnacja z pomysłu; wówczas 95% kwoty zostaje w Twojej kieszeni, a dodatkowo oszczędzasz czas i wiele kłopotów.

Ale to się zdarza dość rzadko. Przecież projekty nowych produktów czy reklam na ogół nie są wcale takie złe! Najczęściej wynikiem badania jest wybór najlepszej spośród kilku wersji, wskazówki dotyczące ulepszeń, a nawet dodatkowe pomysły. Badania marketingowe warto wykonywać właśnie dlatego, że dzięki nim pozostałe inwestycje - w marketing, linie produkcyjne, dział obsługi klienta czy eksport - stają się bardziej skuteczne. Mówiąc wprost: Twoja firma zarabia więcej pieniędzy.

Badania marketingowe to inwestycja, taka sama jak każda inna - a decyzja powinna być wsparta analizą finansową. Zanim podejmiesz decyzję - policz, co się bardziej opłaca. Możliwe, że znajdziesz się w gronie tych, którzy uważają, że nie stać ich na nierobienie badań.
Komentarze (3)
Najnowsze komentarze
2011-05-20 19:58
biznesforum24h:
Złote runo badań marketingowych
Witam Z przyjemnością muszę stwierdzić ze informacje na Pani Blogu są jak najbardziej[...]
2011-04-15 14:00
kredytowy poradnik:
Czy warto robić badania rynku?
Ja działam po omacku na minimum środków ale to są właśnie badania.
2011-04-09 08:35
windykacja-:
Strategie na trudne czasy
To przydatne rady finansowe, pozdrawiam.
O mnie
Agnieszka Górnicka, INQUIRY
Zajmuję się badaniami rynku od kilkunastu lat. To fascynujące zajęcie, wymagające zaangażowania i wiedzy.